czwartek, 6 listopada 2014

You are Loved 9 cz.2


-Kocham cię Sophie.
Uważnie wpatrywałam się w ciemne oczy Tao.
W głowie miałam kompletny mętlik.
Nie wiem czy te słowa mnie ucieszyły czy jeszcze bardziej dobiły...
-To też już wiem-zacisnęłam dłoń na jego koszulce.
Chłopak parsknął cicho po czym pochylił się nade mną i wpił w moje usta.
Zacisnęłam palce na jego szyi i oddałam się jego pocałunkom.
To wszystko jest bez sensu.
Oczywiście, że wiedziałam o tym, że chłopak się we mnie podkochuje.
Wiedziałam to jeszcze zanim zaczęłam chodzić z Krisem.
Na prawdę miałam duży problem z tym, by wybrać jednego z nich .
Doszłam jednak do wniosku, że w Tao zawsze będę szukała Krisa.
I tak faktycznie było.
Cokolwiek by nie zrobił, cokolwiek by nie powiedział ja szukałam w tym wszystkim czynów Krisa.
Teraz też tak jest...
Jego ręce są silne, jednak nie tak czułe jak ręce Krisa.
Jego oczy są ciemne, a nie tak uroczo karmelowe jak Krisa.
Jego pocałunki są jedynie pocieszeniem, nie pełne miłości, jak pocałunki Krisa...
-Tao, nie-powiedziałam w końcu.
Blondyn  spojrzał na mnie pytająco.
-Ja...nie wiem...nie wiem czy tak potrafię. Nie chcę cię zranić Tao...
-Zraniłaś mnie już nie raz-powiedział, a w jego oczach zagościła pustka.
-Wiem...wiem Tao i przepraszam. Nie chcę tego zrobić znowu...
-Do niczego cię nie zmuszam Sophie. Ale wiem, że tego chcesz. Potrzebujesz tego-szepnął, a przez moje ciało przeszedł dreszcz.
Tak. Jedyną rzeczą w jakiej jest lepszy od Krisa, jest to, że zna mnie jak nikt inny.
Stałam tak w jego ramionach i wpatrywałam się w jego oczy oczekując od niego...właściwie sama nie wiem czego.
Chłopak posłał mi pewne spojrzenie i pochylił się nade mną.
Złożył pocałunek na mojej szyi, po czym jego usta powędrowały wyżej.
Patrzył na mnie jak jeszcze nigdy dotąd.
Z jego oczu nie mogłam wyczytać praktycznie niczego.
Ponownie złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku ukazującym zbyt długo skrywane uczucia.
Jego silne dłonie błądziły po mojej talii i udach, a oddech łaskotał mój policzek.
Coś we mnie jednak nie pozwalało mi się cieszyć tą chwilą.
Tao to dla mnie ktoś bardzo ważny,nie chce go traktować jak pocieszenie.
Pragnę by moje uczucia do niego były szczere,ale na chwile obecną nie jest to możliwe.
Odsunęłam się od ust chłopaka i wtuliłam głowę w jego szyję.
Moje ciało kompletnie odmawiało mi posłuszeństwa, nie miałam już nawet siły stać.
Myśli skupiały się tylko na jednym-na tym jak bardzo mam tego wszystkiego dość.
Na tym, że chcę po prostu zniknąć.
Do oczu znowu napłynęły łzy.
To jeszcze możliwe? Byłam pewna, że wyczerpałam już swój limit.
-Tao, proszę...
Nie musiałam kończyć.
Blondyn westchnął cicho, po czym bez mniejszego problemu wziął mnie na ręce.
Bez słowa przeszedł tak cały pokój i położył mnie na łóżku.
Niemalże od razu wtuliłam twarz w poduszkę i przymknęłam zmęczone powieki.
Odetchnęłam z pewną ulgą i nadzieją, że gdy otworzę jutro oczy, wszystko to okaże się być złym snem.
Wsunęłam się w głąb łóżka robiąc miejsce dla Tao.
-Chodź tu do mnie-szepnęłam słabo, klepiąc miejsce obok siebie.
Usłyszałam cichy dźwięk aprobaty i już po chwili poczułam ciepło chłopaka obok siebie.
-Tao...
-Tak?-spytał z niezwykłą czułością w głosie.
-Obiecaj, że będzie dobrze-po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
Przez chwilę panowała cisza.
Chłopak nieustannie gładził mnie po głowie, najwidoczniej zastanawiając się co ma powiedzieć.
-Mogę ci jedynie obiecać to, że nigdy cię nie zostawię.
Poczułam jak Tao całuje mnie w czoło.
Uchyliłam lekko powieki i spojrzałam mu w oczy.
Na jego twarzy malował się nieśmiały uśmiech.
Oddychając miarowo musnął moje usta tak delikatnie, jak by obawiał się,że może mi tym zrobić krzywdę.
-Dobranoc-przyciągnął mnie do swojego serca i otulił mocniej ramionami.
-D-dobranoc...

***
Obudził mnie nieprzyjemny zapach i łaskotanie w nozdrzach.
Leniwie podniosłam powieki i zamrugałam szybko, by móc przyzwyczaić oczy do ciemności.
Gdy w końcu mi się to udało rozejrzałam się dookoła .
Tao już nie było obok mnie.
Stał oparty o framugę otwartych drzwi balkonowych zapatrzony w dal z papierosem w dłoni.
Zmarszczyłam brwi i po cichu podniosłam się z miękkiego materaca.
Podeszłam powoli do chłopaka i oparłam się o przeciwległą stronę framugi.
Powędrowałam za wzrokiem blondyna i natrafiłam na oświetlone delikatnym światłem latarni miejskich osiedle domków.
Wyglądało to na prawdę uroczo na tle ogromnych wieżowców znajdujących się w centrum miasta.
Po ulewie nie było już ani śladu, a ciepłe ,wilgotne powietrze otuliło moje ciało.
Przez chwilę wpatrywałam się w ten obrazek po czym przerzuciłam wzrok na słoiczek wypełniony wypalonymi już papierosami, stojący na balkonowym  parapecie .
-Nie wiedziałam, że palisz-powiedziałam cicho z powrotem podziwiając panoramę miasta.
-Palę już od ponad roku-mruknął blondyn beznamiętnie biorąc kolejnego bucha.
Patrzyłam z uwagą jak jego idealnie skrojone usta wypuszczają biały dym.Był to dosłownie hipnotyzujący widok.
To dziwne, że jeszcze nigdy nie wyczułam od niego zapachu dymu.
Czy to możliwe, że jego perfumy są tak mocne i maskują ten charakterystyczny zapach?
-O czym myślisz?-spytałam podchodząc do chłopaka.
Oplotłam ramiona wokół jego klatki piersiowej, przylegając do jego pleców.
-Staram się poukładać jakoś myśli...
-Nie wychodzi ci ?
-Ani trochę-chłopak parsknął i pogładził palcami moją dłoń.
-To męczące Tao-zaczęłam nagle-Jestem tym wszystkim wyczerpana, a to...to dopiero początek-mówiłam ze spokojem, o który sama siebie nawet nie podejrzewałam.
-Będę musiała powiedzieć to rodzicom, znosić ich marne pocieszenia i uwagi, wmawiać chłopakom, że wszystko dobrze...Nikt nie domyśli się, że chciałabym mieć święty spokój i o tym zapomnieć...
-Nie uciekniesz od tego Sophie. Od złych rzeczy nie da się uciec.
Westchnęłam cicho i odsunęłam się od chłopaka.
-Nie pal-powiedziałam zabierając blondynowi papierosa.
Sama się zaciągnęłam po czym wypuściłam gęstą smugę dymu z ust-To niezdrowe .


niedziela, 2 listopada 2014

You Are loved 10

It's ok to be fed up...


Minął tydzień od tamtego przeklętego wieczoru.
Mimo,że minęło już trochę czasu, ból nie ustąpił nawet w najmniejszym stopniu.
Przeciwnie-z dnia na dzień czułam się coraz gorzej.
Tao dzwonił do mnie praktycznie co kilka godzin.
W przypływie irytacji wydarłam się na niego przez telefon, mówiąc że mam dosyć jego "kontroli".
Oczywiście wiem, że robi to z troski o mnie .
Tym bardziej mu się nie dziwię, po tym co odwaliłam tamtej nocy w jego łazience.
Teraz pewnie boi się, że chwila nieuwagi i skończę sama ze sobą.
I takie myśli mnie nachodziły. Jednak już po chwili wyrzucałam je z głowy.
A rodzice? Byli wściekli.
Gdy tylko mama zobaczyła mój, kolejny już atak histerii była rozwścieczona.
W pewnym momencie myślałam, że pójdzie i komuś coś zrobi.
Jednak to nic w porównaniu z Chanyeolem.
Gdyby nie moja szybka interwencja, mój przyrodni brat już pewnie był by oskarżony o pobicie.
Cieszę się jednak, że nie zagadują mnie na temat Krisa.
Dali mi spokój, co szczerze trochę mnie zdziwiło, a jednocześnie cholernie ucieszyło.
Chłopaki tez czasem dzwonią, czy piszą.
Zachowują się bardzo normalnie, co jest chyba najrozsądniejsze w tej sytuacji.
Xumin jak zwykle wpada od czasu do czasu do naszego domu, Chen robi niesamowity spam wiadomościami na telefonie,a Luhan...zadzwoni od czasu do czasu na Skype z Pekinu.
Wyjechał już następnego dnia po wizycie w wytwórni. Z tego co wiem, chłopak wraca za kilka dni.
A Kris...
Kris.
Napisał mi jedynie, że przeprasza, i że jeśli tylko będę miała ochotę z nim porozmawiać to mam się do niego odezwać.
"Wszystko ci wyjaśnię".
Te słowa krążyły po mojej głowie cały czas.
Wyjaśni mi co?
Że mnie zdradził?
Że nie chciał?
Co mi powie?
Z drugiej strony jednak...może to było kłamstwo?
Jakaś próba?
Może chodziło tylko o to, żebym uświadomiła sobie jak bardzo potrzebuję go w swoim życiu?
Wygrałeś Kris. Nie mogę żyć bez ciebie...
Mierzyłam postać w lustrze surowym wzrokiem.
Moje oczy były podpuchnięte od kilku dni, skóra blada, a  ciało pozbawione jakiejkolwiek energii.
Mimo starań mojego brata, rodziców, przyjaciół i Tao nie mogłam się pozbierać.
Jestem pewna, że nie dali się nabrać na mój sztuczny uśmiech i wymuszone "wszytko ok".
-Sophie?-usłyszałam nerwowe pukanie do drzwi.
-Tak Chanyeol, jeszcze trochę mi zejdzie-odburknęłam nie spuszczając wzroku ze swojego lustrzanego odbicia.
-Błagam cię, wypiłem przed sekundą prawie litr wody...
-Do cholery,czy w tym domu jest jedna łazienka?-szepnęłam sama do siebie-To idź na dół!
-Jesteś bez serca-jęknął i już po chwili szybkim krokiem udał się na dół.
Przewróciłam oczami i przeczesałam palcami swoje sięgające prawie do pasa, blond włosy.
Kris zawsze je podziwiał. Mówił,że...
Zaklęłam w myślach,
Czym prędzej otworzyłam szufladę i wyjęłam z niej nożyczki,
Ujęłam kosmyk włosów i ucięłam go do połowy.
Nie mogę pozwolić, by wszystko mi się z nim kojarzyło!
To niemożliwe bym była od niego tak uzależniona.
Kolejny kosmyk wpadł do zlewu.
Muszę się do tego uwolnić, inaczej oszaleję.
Kolejny i kolejny...
Przed oczami cały czas miałam obraz Krisa z tamtą kobietą.
Jego karmelowe oczy spotykające się z jej oczami...
Kolejny, kolejny i kolejny.
Po policzku spłynęła łza.
Opadła w tym samym momencie co ostatni już kosmyk moich włosów.
Uniosłam wzrok na lustro i zobaczyłam nową siebie...bynajmniej czułam się jak nowa.
Z włosów do pasa ścięłam je na jedynie kilka centymetrów za ramiona.
I zdecydowanie czułam się z tym dobrze.
Po raz pierwszy od tygodnia.
***
Po tym jak posprzątałam swoje włosy z łazienki udałam się do kuchni.
Siedział tam Chenyeol i mama, która przygotowywała się do wyjścia do pracy.
-Co ty tak długo w tej łazience...-nie skończył gdy zobaczył moją nową fryzurę-Wow.
-Sophie, co ty zrobiłaś z włosami?!-spytała mama odstawiając kubek z kawą na blat stołu.
Wzruszyłam ramionami jak gdyby nigdy nic i wyjęłam jogurt z lodówki.
-Źle wyglądam?
-No nie,ale...-kobieta zamyśliła się-Wyglądasz bardzo ładnie...
-I nawet włosy ci się lekko kręcą-zauważył Chanyeol.
Zmarszczyłam brwi i posłałam mu pytające spojrzenie-I?
-No nic-prychnął-Po prostu ładnie ci tak.
Moja twarz lekko złagodniała. Podeszłam do chłopaka i pocałowałam go w policzek.
-Meg pamiętasz, że dziś zapraszam znajomych na noc?
-Faktycznie-kobieta zamyśliła się-I rozumiem ,że chcecie mieć wolny dom?
-Dokładnie-brunet przymknął oczy w uroczym uśmiechu.
Mama westchnęła-Rozumiem. W takim razie ja i tata pojedziemy na noc do babci.
-Ja też mam jechać?-spytałam biorąc do ust łyżkę.
Spojrzałam na mamę, ta zaś na Chanyeola.
-Raczej nie będziesz nam przeszkadzała-chłopak zatopił nos w komórce.
Kobieta uśmiechnęła się i poklepała go po ramieniu-Tylko bez głupot.
Wzięła swój płaszcz z korytarza i posłała mi buziaka-Do jutra dzieciaki-powiedziała i wyszła z domu.
Przez chwilę panowała cisza,którą przerwało bzyczenie mojego telefonu.
Mój brat podniósł na chwilę wzrok po czym ponownie zajął się czytaniem czegoś w komórce.
Wzięłam swój telefon w dłoń i odczytałam wiadomość.

Od:Tao
Wstałaś już?

Przewróciłam oczami po czym zastukałam palcami w ekran .

Do:Tao
Tak~Wstałam. Zjadłam. Żyję. Dzięki Tao.

 Odczekałam chwile i dostałam kolejnego SMS'a.

 Od:Tao
Chyba będę miał wolną chwilę wieczorem. Może wpadnę do ciebie?

Do:Tao
Jeśli chcesz.W takim razie czekam, daj znać później.

Od:Tao
Ok~Do zobaczenia^^Trzymaj się.

"Trzymaj się".
Te słowa słyszałam już chyba 1000 razy w tym tygodniu.
Straciły już dla mnie jakie kolwiek znaczenie.
Ponownie usłyszałam bzyczenie telefonu.Tym razem było to połączenie.
Numer nieznany?
Po chwili zawahania odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?
-Panna Sophie?-usłyszałam kobiecy głos w słuchawce.
-Tak,to ja..
-Tutaj JiHee,wasza nowa menadżerka. Poznałyśmy się na spotkaniu w zeszły piątek.
"Poznałyśmy "to chyba pojęcie względne...
-Tak, wiem-mruknęłam-Coś się stało?
-Z tego co wiem to jesteś...byłaś dziewczyą Krisa, tak?
Zamarłam.
Dłoń lekko mi zadrżała, a oczy zaczęły niebezpieczne szczypać.
Chanyeol spojrzał na mnie pytająco, na co ja odwróciłam wzrok.
-Tak...
-W takim razie rozumiem twoje nerwy podczas spotkania. Słuchaj-powiedziała stanowczo-rozumiem, że to może być dla ciebie ciężkie, ale to jest biznes kochana. Podpisałaś wstępny kontrakt na miesiąc. Po miesiącu możesz sobie robić co chcesz, ale od przyszłego tygodnia chce cię widzieć na spotkaniach i próbach. Oczywiście, możesz zrezygnować wcześniej, ale karę poniesiesz i ty i twoi znajomi,więc po prostu bym ci nie radziła tego robić. To są na prawdę duże koszty...
-Rozumiem...oczywiście,będę na próbach w miarę możliwości.
-Liczę na twój profesjonalizm słonko-powiedziała ostro kobieta-W takim razie za tydzień we wtorek o 15 jest spotkanie w wytwórni. Obecność obowiązkowa. Do zobaczenia.
-Do widzenia-rozłączyłam się i rzuciłam komórkę na blat stołu.
Schowałam twarz w dłonie i wzięłam głęboki wdech.
-Co jest? Kto to dzwonił?
-Menadżerka-powiedziałam słabo.
Chanyeol zmarszczył czoło-I co chciała?
-Powiedziała, że mimo tej całej sytuacji nie mogę opuszczać prób ani spotkań,...
-Co za baba-syknął wyraźnie zdenerwowany chłopak-No już Sophie, nie przejmuj się...-podszedł do mnie i objął ramieniem.
Przez chwilę biłam się z własnymi myślami. Szybko jednak się pozbierałam i wyprostowałam na krześle.
Pociągnęłam jedynie nosem i wymusiłam uśmiech-W porządku. Dzięki oppa-posłałam mu lekki uśmiech.
***
Było już po 19.
Od kilku godzin siedzieliśmy w salonie wraz z Chanyeolem i graliśmy w Monoply. Jak za starych dobrych czasów.
W dzieciństwie graliśmy w tę grę niemal codziennie. I niemal codziennie kłóciliśmy się kto wygrał.
Nie obyło się oczywiście bez interwencji rodziców.
Koniec końców każde z nas i tak lądowało z zadrapaniami i siniakami.
Teraz gdy po latach wyciągnęliśmy stara grę...jest jeszcze gorzej.
Aktualnie siedziałam okrakiem na plecach Chenyeola, a ten desperacko uderzając w moje nogi próbował się jakoś ruszyć.
-Ukradłeś mi kartę!
-Wcale nie! To ja ją kupiłem-jęczał zirytowany chłopak.
-Wcale nie! Zabrałeś mi ją jak poszłam do łazienki!-powiedziałam oskarżycielskim tonem.
-To nie prawda...cholera złaź!-chłopak kręcił się na wszystkie możliwe strony, jednak bez skutku.
-Nie zejdę dopóki się nie przyznasz...Ała!-poczułam szczypanie w okolicach kostki-Pacanie, jak mogłeś mnie ugryźć?!-wrzasnęłam nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
Nagle po domu rozległ się odgłos dzwonka do do drzwi.
Oboje obróciliśmy gwałtownie głowy w stronę dźwięku.
Pospiesznie wstałam z chłopaka, a ten z lekkim trudem podniósł się z podłogi.
-Już tak późno?-mruknął poprawiając rozczochrane włosy.
Wzruszyłam ramionami i powędrowałam wzrokiem za chłopakiem.
Ten jednak gwałtownie odwrócił się i zrobił krok w moją stronę, jednocześnie łaskocząc mnie po brzuchu.
Nie wiedząc za bardzo co się dzieje uciekłam z piskiem na górę, po chwili śmiejąc się sama z siebie.
Usłyszałam jak Chnyeol się z kimś wita.
Nie mogłam jednak rozpoznać głosu naszych gości.
Zeszłam kilka schodków i kucnęłam, by po chwili się wychylić.
Starałam się to zrobić jak najsubtelniej, by Chanyeol i jego koledzy mnie nie zauważyli.
Wytężyłam słuch, jednak mimo to nie mogłam sobie przypomnieć czyj to głos, mimo tego, że byłam pewna, że już go słyszałam.
Zastanowiłam się jeszcze chwilę, po czym mnie olśniło. Przecież to...
-Sophie? Co ty tam robisz?-spytał Kai nie powstrzymując się od śmiechu.
Poczułam jak moje policzki oblewają się rumieńcem.
Spuściłam wzrok starając się wymyśleć jakąś dobrą wymówkę.
-Sama nie wiem-mruknęłam czym prędzej wstając.
Uśmiechnęłam się nerwowo i odwróciłam na pięcie.
Zanim jednak zdążyłam zrobić chociaż jeden krok, Kai zawołał mnie.
-Gdzie idziesz? Nie posiedzisz z nami?-spytał uśmiechając się przy tym znacząco.
-Nie chce wam przeszkadzać...-mruknęłam beznamiętnie.
-No coś ty, chodź-wyciągnął rękę w moją stronę.
Widziałam jak Chnyeol przewierca jego plecy zabójczym spojrzeniem. Brunet jednak nie odezwał się ani słowem.
Po chwili namysłu zeszłam na dół.
Kai niemal od razu przyciągnął mnie do siebie i nie puścił dopóki Chanyeol nie odchrząknął znacząco.
-To co, oglądamy jakiś film?
***
-Nie wiem jak wy-zaczął Chanyeol wyłączając DVD-Ale ja zgłodniałem.
-Zamówmy pizzę-zaproponowałam.
-Dobry pomysł-Kai przeciągnął się na łóżku.
Blondyn cały czas trzymał mnie obok siebie.
Musiałam się nawet ukradkiem wyslizgnąć, by wyjść do łazienki.
Szczerze to było mi to obojętne.
Mogę znosić ten jego marny podryw, byle by tylko nie przesiedzieć kolejnego wieczoru samotnie w swoim pokoju.
-To Chanyeol, idź zamów-mruknął Kai obejmując mnie ramieniem.
Przewróciłam oczami i próbowałam odsunąć się od blondyna, ten jednak uparcie nie chciał mnie puścić. W końcu z lekka irytacją na twarzy uległam .
Mój brat przypatrywał się tej scence z wyraźnym obrzydzeniem.
Najwidoczniej nie mógł sobie wyobrazić swojego najlepszego kumpla i mnie razem...
Szczerze to ja też nie mogłam sobie tego wyobrazić.
Chanyeol tylko pokiwał głową ze zrezygnowaniem i zniknął za ścianą.
Spojrzałam niepewnie na Kaia, a ten obdarował mnie uroczym uśmiechem.
Powstrzymałam się od parsknięcia i wstałam z kanapy.
-Gdzie idziesz?-chłopak zmarszczył brwi.
-Kai Oppa-zaczęłam-Nie chcę być niemiła czy coś, ale twoje zachowanie...
-Daj spokój-parsknął-Przecież i tak nie jesteś już z tym chłopakiem-przewrócił oczami.
-Chwila-kompletnie mnie zamurowało-Skąd o tym wiesz?
Blondyn wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się przelotny uśmiech.
-Chanyeol ci powiedział?-syknęłam zaciskając pięści.
Kai zamyślił się chwile, po czym pokręcił przecząco głową-Twój brat nie ma z tym nic wspólnego.
Odwróciłam wzrok i wzięłam głęboki wdech.
-Idę do siebie-wysyczałam przez zęby.
-Nie tak prędko-powiedział i zanim zdążyłam się odwrócić-Teraz już nie musisz mnie unikać.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
On na prawdę myślał, że z nim będę?
Że coś do niego czuję?
-Oppa...-chciałam go odepchnąć, jednak ten przyciągnął mnie mocno do siebie i objął w talii.
-Nie musisz się mnie bać. Lubie cię Sophie, wiesz? Na prawdę cię lubię...
Przestałam się wyrywać i oparłam brodę o jego ramię.
Może i był chamskim podrywaczem i intrygantem, ale tacy jak oni też mogą się zakochać.
Dziwię się sama sobie, ale zrobiło mi się go żal.
-A teraz skoro już nie jesteś z tym Krisem, to...
-Oppa, ale ja...
W tym momencie do pokoju wszedł Chanyeol.
Popatrzył na nas, po czym westchnął z irytacją.
-Kai, do cholery. To moja siostra!
-Spokojnie hyung-zaśmiał się blondyn gładząc mnie po głowie-Tylko rozmawialiśmy.
-Prosiłem cie, żebyś dał jej spokój-syknął brunet. Nie wydawał się być zły, bardziej zirytowany.
-Chanyeol-wyślizgnęłam się z uścisku Kaia i spuściłam wzrok-W porządku...Ja już chyba pójdę do siebie...
Zanim zdążyłam przekroczyć próg pokoju, mój brat złapał mnie za ramię.
-Tao na ciebie czeka-powiedział nie spuszczając wzroku z Kai'a.
Kiwnęłam głową i pobiegłam do korytarza .
Szybko założyłam bluzę oraz buty i bez zastanowienie nacisnęłam klamkę.
W drzwiach dosłownie wpadłam na Tao.
-Sorry...-wydukałam nerwowo-Miałeś zadzwonić.
-Coś się stało?-chłopak zmarszczył czoło.
-Ni..nie to nic takiego-wymusiłam uśmiech i wyprzedziłam blondyna o kilka kroków-Przejdziemy się?
Tao schował ręce do kieszeni i powoli kiwnął głową.
Dołączył do mnie i poszliśmy w stronę pobliskiego parku.

poniedziałek, 27 października 2014

You are Loved 9

It's okay to cry...

Nerwowo poprawiłam się na białej, skórzanej kanapie.
Krople deszczu niemiłosiernie waliły w oszkloną ścianę pomieszczenia, którym był gabinet pani prezes wytwórni.
Po podpisaniu wstępnego kontraktu z nową menadżerką, nasza piątka została odesłana do tego właśnie pokoju. Kazali nam tu czekać .
Zastanawiałam się gdzie jest Kris. Miał na nasz czekać już tutaj.
Podejrzewam, że pewnie zatrzymała go owa pani producent.
-Tak bardzo się denerwujesz?-spytał Tao zaciskając palce na mojej dłoni.
-Mocno to widać?
-Cholernie-posłał mi pobłażliwy uśmiech.
-Spokojnie Sophie. Jeżeli się nie uda to trudno-rzucił Luhan rozglądając się ciekawie po pomieszczeniu.
Biel ścian aż kuła w oczy, a leżąca na biurku sterta papierów i dokumentów wręcz przerażała.
Wzięłam głęboki wdech i oparłam plecy o kanapę. Przymknęłam oczy i rozmasowałam ręką czoło.
Czekamy tu już od jakiś 30 minut. To na pewno nie jest dobry znak.
Od kiedy tylko przekroczyłam próg wytwórni zaczął mi towarzyszyć pewien niepokój.
Nie wiem czy to z nerwów, ale chciałabym już mieć to wszystko za sobą.
W końcu, przecież nic złego się nie może stać, muszę opanować swoje nerwy.
Jednak im dłużej siedzę na tej kanapie, tym bardziej czuję, że coś niedobrego może się stać.
Mimo wszystko jednak starałam się sobie wmawiać, że wszystko będzie w porządku.
-Tao?-przerzuciłam wzrok na blondyna.
Ten spojrzał na mnie pytająco.
-Ty też masz takie złe przeczucia?-szepnęłam spuszczając wzrok i zaciskając rękę na jego dłoni.
Zanim z jego ust wydobył się jakikolwiek dźwięk, szklane drzwi otworzyły się z impetem.
Do gabinetu weszła kobieta, koło 30-stki,ubrana w obcisłe jeansy i luźną kremową koszulę.
Włosy miała spięte w luźnego koka, a na nosie czerwone okulary.
Sprawiała wrażenie eleganckiej i pewnej siebie kobiety.
Na pierwszy rzut oka jednak było widać, że jest czymś zdenerwowana.
Nie zwracając na nas uwagi, pewnym krokiem usiadła za swoim biurkiem .
Głośno wciągnęła powietrze do płuc i opierając rękę na czole zaczęła mruczeć coś pod nosem.
Za nią do pokoju wszedł Kris.
Był jakiś nieswój, szedł ze spuszczoną głową i nawet nie spojrzał w moją stronę.
Teraz już byłam pewna,że coś jest nie tak. Poczułam jak żołądek ściska mi się z nerwów.
Wiem, że czekają mnie złe wieść, ale czego mogę się spodziewać ?
Spojrzałam ukradkiem na chłopaków- oni też zauważyli, że coś jest na rzeczy.
Xiumin zaciskał nerwowo wargi, a Chen bawił się palcami, próbując uciec od czarnych scenariuszy, które malowały się w jego głowie...w głowach nas wszystkich.
Na myśl przychodziło mi na prawdę wiele rzeczy, jednak nie to co wtedy usłyszałam.
-To jakiś skandal-odparła po chwili kobieta patrząc znacząco na Krisa.
Wszyscy podnieśliśmy na nią wzrok z wyczekiwaniem.
Ta jednak uparcie wpatrywała się w bruneta.
-Przecież to się mija z jakimkolwiek celem. Dlaczego nie przyszedłeś z tym do mnie?!-wrzasnęła uderzając pięścią w blat-Cholera, co ty sobie w ogóle myślałeś?!
Kobieta spojrzała przelotnie na mnie po czym parsknęła. Była wściekła i zdeterminowana.
-Jesteś aż taki naiwny, że dać się tak wykorzystać?!To jest wbrew jakiemu kolwiek prawu, a szczególne moralnemu! To była zwykła oszustka! Racja moja wina, że wcześniej jej nie zwolniłam, ale zamiast robić taką głupotę, mogłeś przyjść do mnie!Do cholery, skoro te dzieciaki mają talent to w czym problem? Dałam szanse tobie, to czemu nie miałabym dać im? A ty? Co ty myślałeś? Że jak się z nią prześpisz to będzie w porządku ,tak? Że nikt się nie dowie? Czemu jesteś taki głupi Kris?! Przecież ostateczna decyzja i tak by należała do mnie...

***Tao***
Kobieta kontynuowała swój monolog.
Przestałem jej jednak słuchać.
Z niedowierzaniem w oczach spojrzałem na Sophie.
Była blada jak ściana i walczyła ze łzami.
Dziewczyna jednak nie wytrzymała.
Wstała z kanapy i wybiegła z pomieszczenia.
Reszta chłopaków była równie wściekła jak ja.
Wstałem zaciskając pięści i spojrzałem na Krisa, akurat w tym samym momencie co on spojrzał na mnie. Zmierzyłem go wzrokiem z nienawiścią.
-Sku*wiel-syknął Chen.
W moich oczach Kris był już nikim.
Chłopak spuścił wzrok zaciskając pięści i ruszył w stronę drzwi.
-Sophie...-wyjęczał żałośnie.
-Masz jeszcze czelność za nią iść?!-wrzasnął Luhan zagradzając mu drogę do drzwi.
-Skończony dupek-syknął Xiumin rzucając mi porozumiewawcze spojrzenie.
Kiwnąłem głową i ruszyłem biegiem w stronę drzwi.
W ekspresowym czasie pokonałem korytarz i wybiegłem na dwór.
Było już totalnie ciemno, na dodatek rozpętała się ogromna ulewa.
Nie zwracając na to nawet uwagi zbiegłem po długich schodach i rozejrzałem się dookoła.
-Sophie!-krzyknąłem gdy zobaczyłem blondynkę.
Dziewczyna szła powoli, dosłownie chwiejąc się na własnych nogach.
Szybko znalazłem się obok niej i złapałem za ramię.
Odwróciłem ją w swoją stronę, a dziewczyna opadła na kolana.
-Sophie, błagam...-szepnąłem drżącym głosem, kucając na przeciw niej i przyciągając do siebie.
Jej płacz był tak rozdzierający, że myślałem, że tego nie wytrzymam.
Nienawidzę jej łez. W życiu nie widziałem jej w takim stanie.
To był dla mnie koszmar...nie mogę sobie nawet wyobrazić co ona musiała czuć.
-Tao, odejdź...-wydukała ledwo słyszalnie.
Pogładziłem ją po głowie i zdejmując z siebie płaszcz, zarzuciłem go na ramiona dziewczyny.
Dobrze wiedziałem, że mimo tego co powiedziała, to za nic nie chciałaby teraz zostać sama.
Sophie wtuliła twarz z moją pierś.
Oddychała z trudem, jednak nie mogła powstrzymać łez.
Szeptałem coś zupełnie bez sensu, starając się jakoś uspokoić dziewczynę.
Wpadła w totalną histerię i wiem, że żadne słowa nie mogły jej teraz pomóc.
Starałem sobie tylko uświadomić jak wielki był wtedy jej ból.
Usłyszałem głosy w oddali.
Odwróciłem głowę w stronę budynku i zobaczyłem Chena, Luhana i Xiumina.
Zmierzali powoli w naszą stronę z malującym się smutkiem na twarzy.
-Dacie radę?-spytał cicho Chen kładąc mi rękę na ramieniu.
Oczywiście chodziło mu o to, czy dam sobie radę z Sophie.
Dobrze wiedział, że tylko ja teraz mógłbym cokolwiek zdziałać.
Kiwnąłem słabo głową nie odwracając wzroku od dziewczyny.
-To my... już pójdziemy-westchnął ze zrezygnowaniem rzucając czułe spojrzenie w stronę Sophie.
Nie mogła jednak tego zauważyć, twarz miała całkowicie schowaną w mojej piersi.
Chłopacy poszli w swoją stronę,a ja nadal kucałem trzymając dziewczynę w ramionach.
Z minuty na minutę ogarniał mnie coraz większy smutek i żal.
Tak bardzo mi jej szkoda, nie zasłużyła na coś takiego.
Zawsze była po stronie Krisa, nigdy nawet nie pomyślała o tym, że mogłaby mu sprawić przykrość.
Tymczasem spotkało ją coś takiego.
Cholernie mi za niego wstyd.
Żałuję, że mu zaufałem po raz drugi.
-Sophie...-szepnąłem cicho-Przeziębisz się...
Podniosła delikatnie głowę i spojrzała na mnie litościwym wzrokiem.
Jej oczy były zupełnie czerwone od płaczu, a policzki mokre i zziębnięte. 
Widząc obrazek rozciągający się przed moimi oczami, zadrżałem.
Wyglądała na taką kruchą i niewinną...tak bardzo smutną.
W jej oczach panowała totalna pustka.
To było przerażające, jeszcze nigdy nie widziałem mojej kochanej Sophie w tak złym stanie.
Jedyne co chciałem teraz zrobić to objąć mocniej jej drżące, delikatne ciało i sprawić by przestała płakać.
By znowu na jej twarzy zagościł uśmiech.
-Sophie, chodź...-szepnąłem pomagając jej wstać.
Nie miała już siły stawiać oporu.
Posłusznie wstała i dała się poprowadzić w stronę samochodu.
Bez słowa zajęła miejsce obok kierowcy i odwróciła głowę gdy wsiadłem do samochodu.
-Zabieram cię do siebie-wsadziłem kluczyk w stacyjkę.
-Ale...-zaczęła łamiącym się głosem.
-Nie ma żadnego "ale". Nie zostawię cię w takim stanie.
Sophie kiwnęła słabo głową.
Wiedziała, że ze mną nie ma sensu się kłócić.
Zerknąłem w lusterko. Moim oczom ukazał się strojący w szklanych drzwiach Kris.
Patrzył w naszą stronę, a na jego twarzy malował się ból i żal.
Miałem ochotę parsknąć, w ostatniej chwili jednak się powstrzymałem.
Niech cierpi.
Niech cierpi w samotności.
To nic w porównaniu z tym co zrobił mojej Sophie.
Nie zastanawiając się dłużej  z piskiem opon odjechałem z parkingu.

***Sophie***

Było już grubo po północy gdy wraz z Tao przybyliśmy do jego domu.
Dookoła panowała śmiertelna cisza, a światło księżyca rozświetlało nocne niebo.
Innym razem pewnie bym się tym zachwycała, ale nie dziś.
Nie teraz...Jedyne czego pragnęłam to...po prostu zniknąć.
Nic ani nikt nie był w stanie pomóc.
Czułam się oszukana i upokorzona.
W życiu nie spodziewałam się czegoś takiego ze strony Krisa.
Kolejna fala łez uderzyła znienacka.  Nie byłam wstanie się powstrzymać, po prostu wybuchłam niekontrolowanym płaczem.
Tao widząc to szybko ominął samochód i przyciągnął mnie do siebie gładząc po głowie.
Jestem mu wdzięczna, że nie zostawił mnie w takim momencie.
Mówił, że ma złe przeczucia a ja mu nie uwierzyłam.
Mimo to, jest tu ze mną.
Mimo to, że ja złamałam jego serce nie raz, on jest tu ze mną by uleczyć moje.
Boję się, że to jednak nie możliwe.
Chłopak pociągnął mnie delikatnie w stronę domu.
Tym razem ogródek i podwórko wydawały się być zadziwiająco małe.
Weszliśmy do środka i skierowaliśmy w stronę schodów.
Jednak nie tych co zawsze, prowadzących do piwnicy-poszliśmy na górę.
W sumie to to od kiedy Tao pierwszy raz zaprosił mnie do domu, to jeszcze nigdy nie byłam na górze...a może i byłam? Ah..sama nie wiem, nie mam siły o tym teraz myśleć.
Gdy znaleźliśmy się już na piętrze chłopak otworzył pierwsze drzwi po lewo.
Jak się okazało, był to jego pokój.
Zaglądając do środka byłam już pewna, że nigdy tu nie byłam.
Weszłam w głąb pomieszczenia i rozejrzałam się dookoła.
Ten pokój był zupełnie inny niż ten w piwnicy.
Taki elegancki...Wyglądał bardziej jak komnata w jakimś zamku, jednak był pełen niepowtarzalnego uroku.
Śnieżno-białe ściany i meble z ciemnego drewna.
Do tego ogromne łóżko na środku pokoju.
-To twój pokój?-spytałam cicho pocierając zaczerwieniony i spuchnięty od płaczu policzek.
-Mhm...-uśmiechnął się czule zapalając światło.
Widząc jednak grymas na mojej twarzy szybko zgasił je z powrotem.
-T-tak jest dobrze-wydukałam.
Tao podszedł do szafki i wyjął z niej jakąś bluzkę.
Podał mi ją odgarniając ręką pojedynczy kosmyk włosów z mojego czoła.
Spojrzałam na niego i uniosłam lekko kąciki ust.
Nic nie było w stanie wyrazić mojej wdzięczności do niego.
A szczególnie nie ten grymas na mojej twarzy, który miał być uśmiechem.
Odkręciłam się na pięcie i udałam w stronę drzwi od łazienki.
Weszłam do środka, nie rozglądałam się po nim zbyt dogłębnie. Szybko zdjęłam swoje ubranie i wciągnęłam przez głowę granatową koszulkę Tao.
Rozpuściłam włosy i przeczesałam je dłonią, jednocześnie zerkając w lustro.
W życiu nie wyglądałam tak żałośnie. Przygryzłam wargę i odwróciłam wzrok.
Nie mam już siły na płacz.
Nie mam już siły by znosić ten okropny ból.
Dlaczego to spotkało akurat mnie?
Powtarzał, że będzie dobrze, że będzie się starał.
Mówił, że mnie kocha i że mnie nie skrzywdzi.
Kłamca.
Mój wzrok powędrował w stronę półki obok umywalki.
Spojrzałam na małe pudełeczko, w którym znajdowały się żyletki do golenia.
Na prawdę?
Upadłam aż tak nisko by to w ogóle przyszło mi do głowy?
Ale...i tak nie mam nic do stracenia. Nie doświadczę już większego bólu niż teraz.
Bez większego namysłu sięgnęłam po pudełko i wyjęłam z niego jedną żyletkę .
-Sophie, wszystko w porządku?-usłyszałam pukanie do drzwi.
Zignorowałam je.
Przyjrzałam się małemu ostrzu uważnie ,obracając je w palcach.
-Sophie?!-pukanie nie ustępowało.
Przyłożyłam je do skóry, zastanawiając się jak mocno by bolało gdybym przejechała nim po nadgarstku.
Na pewno nie mocniej niż moje złamane serce...
-Sophie, odezwij się!-chłopak krzyknął desperacko-Dosyć tego, wchodzę!
Już po chwili drzwi otworzyły się z impetem, a do pomieszczenia wparował Tao.
Powędrował za moim wzrokiem i ujrzał tą przeklętą żyletkę.
-Sophie, oszalałaś?-warknął wyrywając mi ostrze z dłoni.
Szybkim ruchem wrzucił je do kosza i złapał się za głowę.
Patrzyłam na to wszystko zdezorientowana.
-Co ty sobie myślałaś?-w jego oczach zbierały się łzy-Nie bądź głupia...
Chłopak przyciągnął mnie do siebie powstrzymując łzy.
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać.
Szlochałam tak w jego ramionach, nie mając siły już na nic.
-Wiem, że cię skrzywdził-zaczął spokojnie-Nie był ciebie wart Sophie...jesteś wspaniałą dziewczyną a on to zwykły dupek. Wiem...wiem, że te słowa są teraz dla ciebie bez znaczenia, ale to prawda...nie jest wart twoich łez...
Spojrzałam na niego wyczekującym wzrokiem.
-Tao wiem, że stać cię na więcej-powiedziałam nagle-Zrób coś...potrzebuję cię teraz, potrzebuję twojego wparcia. Już wiem, że Kris to dupek, że na mnie nie zasługuję. Wiem, że zrobiłam coś złego i to jest dla mnie kara...Tao ja już to wszystko wiem! Powiedz mi coś  czego....
-Kocham cię Sophie.

niedziela, 19 października 2014

You Are loved 8

It's okay to start again...


Nadszedł dzień spotkania w wytwórni .
Mimo tego, że byliśmy tam umówieni dopiero późnym wieczorem to od rana już czułam się podekscytowana.
Na reszcie...na reszcie wszystko się układa.
Stanęłam przed lustrem i poprawiłam roztrzepane włosy.
Zlustrowałam się od góry do dołu po czym tylko pokręciłam głową ze zrezygnowaniem.
Leniwym krokiem zeszłam po schodach i udałam się do kuchni.
-Dobrze wiesz, że nie mogę wziąć urlopu-usłyszałam głos ojczyma.
-Rozumiem, że masz ciężką pracę, ale nie zauważyłeś, że ciągle nie ma cie w domu? Dzieci już pewnie nie pamiętają jak wyglądasz!-wrzasnęła mama stawiając coś z wielkim hukiem na blat stołu.
Cofnęłam się o kilka schodków i przysunęłam  do ściany.
Kątem oka zobaczyłam, że z przeciwnej strony idzie Chanyeol.
Zmierzał w kierunku kuchni.
Zaczęłam nerwowo do niego machać ,żeby się zatrzymał.
Gdy chłopak mnie zobaczył, kiwnął głową i również trochę oddalił się od wejścia do kuchni.
-Tak? Chcesz to mogę zmienić pracę! Nie ma sprawy! Tylko wtedy zapomnij o markowych ubraniach dla siebie i swojej córki, o jedzeniu w restauracjach raz w tygodniu i o tym pięknym domu, o którym podobno marzyłaś! Nie ma sprawy, mogę się zwolnić już dziś!
-Człowieku co się z tobą dzieje...-głos mamy się załamał-Kompletnie straciłeś głowę dla pieniędzy...
-To nie prawda-syknął ojczym-To ty ciągle marudzisz.
-Zapomniałeś co mi ciągle powtarzasz? Że najważniejsza jest rodzina?
Nastała cisza. Tak potężna, że słychać było tylko tykanie zegara wiszącego w kuchni.
-Wychodzę, wrócę późno-powiedział mężczyzna i wyszedł z kuchni.
Czym prędzej przysunęłam się mocniej do ściany i wstrzymałam oddech.
Ojczym jednak musiał nas zauważyć.
-Dzieci? Co wy tu robicie?-popatrzył to na mnie to na Chanyeola.
-Ja...no...idę się napić-mruknął brunet  wkładając ręce do kieszeni i wszedł do kuchni.
Mężczyzna uniósł brew i rzucił mi pytające spojrzenie.
-Ja właśnie wstałam-podrapałam się nerwowo po karku.
Przeskoczyłam kilka schodków i również znalazłam się w pomieszczeniu.
Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, a zaraz po tym odgłos zapalanego silnika.
Spojrzałam na mamę-była wyraźnie zdenerwowana.
Pukała palcami w swój kubek z kawą, zapatrzona w blat stołu.
-W porządku?-spytał Chanyeol kładąc rękę na jej ramieniu.
-T-tak....wszystko gra-mama wymusiła uśmiech i upiła łyk gorącej kawy.
Spojrzałam na nią niepewnie po czym wyjęłam miskę z szafki.
Nalałam do niej mleka i wsypałam górę czekoladowych płatków.
Ostrożnie przeniosłam pełną miskę z blatu na stół i usiadłam.
-Chanyeol, jak wczoraj było na imprezie?
-Spoko-odpowiedział krótko gryząc kawałek suchej bułki.
-Był alkohol?-spytałam rzucając mu ukradkowe spojrzenie.
-Był-chłopak wzruszył ramionami.
-Czyżby mój braciszek miał kaca?
-Wpiłem tylko dwa piwa...
-Poznałeś może jakąś dziewczynę?-moja mama poruszyła zabawnie brwiami .
-Byli tam sami chłopacy...-brunet uporczywie przyglądał się swojej nadgryzionej bułce.
Moja mama zamarła z kubkiem przy ustach, a ja wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
-O jeju-jęknął Chanyeol-To była męska impreza! Piliśmy, graliśmy na konsoli...
-Może chcesz nam coś powiedzieć?-spytała wyraźnie zaniepokojona kobieta.
-Kiedy GO poznany?-położyłam rękę na ramieniu chłopaka nie próbując ukryć złośliwego uśmiechu.
-Dajcie spokój!To po prostu była impreza dla FACETÓW jasne?
Nie dla FACETÓW lubiących I-NYCH FACETÓW.
-Dobrze, dobrze nie bulwersuj się tak braciszku-wstałam by odłożyć miskę do zlewu i dałam chłopakowi buziaka w policzek.
Moja mama pokręciła tylko głową z rozbawieniem i spojrzała w moją stronę.
-A ty Sophie? Pewnie nie dajesz teraz spokoju Krisowi?
Czułam jak na mojej twarzy maluje się rumieniec.
Kiwnęłam tylko głową i wlepiłam wzrok w swoje dłonie.
-Kiedy go zaprosisz?
-Właśnie, szwagra dawno u nas nie było-przyznał Chanyeol.
-Spokojnie, niedługo go przyprowadzę-mruknęłam beznamiętnie nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
-Właśnie, Meg -zwrócił się chłopak do mojej mamy-Będę mógł zaprosić kolegów na noc, nie ?
-Kiedy?
-Tak jakoś w przyszłym tygodniu.
-Myślę, że tak-obdarzyła go uśmiechem po czym zaczęła przeglądać coś w telefonie.
-Oppa~
Brunet rzucił mi pytające spojrzenie.
-Masz dziś trening?
-Hmmm....-zamyślił się-Nie, dziś nie .
-Ja też do wieczora jestem wolna, to może byśmy gdzieś wyskoczyli. Wiesz jak brat z siostrą-walnęłam go "przyjacielsko" w ramię .
Chłopak uniósł brew-Czego ode mnie chcesz?
-Skąd ten pomysł?-zrobiłam minę szczeniaczka-Po prostu chcę  wyjść gdzieś z moim braciszkiem.
Chanyeol przyglądał mi się uważnie po czym powoli kiwnął głową.
-Czemu nie-mruknął wzruszając ramionami.
Uśmiechnęłam się triumfalnie i przerzuciłam wzrok na mamę.
-Mamo~
-Torebka jest w korytarzu-odpowiedziała kobieta nie podnosząc wzroku znad telefonu.
-Dziękuję-odpowiedziałam dźwięcznie po czym w podskokach udałam się do korytarza.
Wyjęłam kilka banknotów z portfela mamy i pobiegłam na górę żeby się ogarnąć.

***
-Aigoo...ale się najadłam-jęknęłam osuwając się na krześle.
Chanyeol popatrzył na mnie z politowaniem i kiwnął głową na kelnerkę.
-Już dziś chyba nic nie zjem...
-Oboje dobrze wiemy, że jeśli zobaczyłabyś teraz coś do jedzenia to byś się na to rzuciła...-chłopak przewrócił oczami.
-Wcale nie! Mówię, że jestem pełna to tak jest-wytchnęłam mu język-Poza tym to powinieneś się cieszyć! Co to za oppa, który wypuściłby głodną dziewczynę z restauracji! Ciesz się, że jesteś dobrym braciszkiem-pochyliłam się nad stołem i poczochrałam chłopaka po włosach.
Ten odtrącił moją rękę i podał pieniądze kelnerce, która właśnie podeszła do naszego stolika.
Dziewczyna posłała mu ukradkowe spojrzenie spod gęstej grzywki włosów.
Zaciskając banknoty w dłoni odwróciła się i poszła w stronę barku.
-A później będę słuchać jęczenia "O Boże jaka jestem gruba!"-próbował imitować mój głos (z naciskiem na "próbował").
Przewróciłam oczami i wlepiłam wzrok w ulice ze oknem.
Przypatrywałam się z uwagą przechodniom, sklepom i kawiarniom.
-Oppa, tam jest budka z lodami!-wskazałam palcem w mniej określonym kierunku.
-"Oppa, ale się najadłam, już nic dziś nie zjem"-znowu mnie udawał, kręcąc przy tym zamaszyście dłonią.
-Oj daj spokój-jęknęłam-Nie kupisz swojej kochanej siostrzyczce lodów?
Przybrałam najbardziej uroczą minę na jaką mnie było stać i zatrzepotałam rzęsami.
Chanyeol tylko przewrócił oczami ze zrezygnowaniem.
Wiedziałam, że to na niego zadziała. Zawsze działa.
-Ale tylko jedna gałka.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i razem z chłopakiem wstaliśmy od stołu.
Żegnając młodą kelnerkę wyszliśmy z restauracji .
Gdy tylko znaleźliśmy się za szklanymi drzwiami wzięłam brata pod rękę i szepnęłam mu na ucho:
-Spodobałeś się jej.
-Co? Komu?-chłopak zmarszczył brwi.
-Nie udawaj głupiego-walnęłam go w ramię-Kelnerce, a komu?
-Na prawdę? Znaczy ,wiesz nic dziwnego-odgarnął demonstracyjnie grzywkę z czoła.
Powędrowałam za jego wzrokiem i zobaczyłam za szybą kawiarni ową kelnerkę sprzątającą nasz stolik.
Dziewczyna nagle podniosła wzrok po czym momentalnie się zarumieniła posyłając nieśmiały uśmiech w stronę bruneta.
Chłopak odwzajemnił gest z ogromną charyzmą wypisaną na twarzy.
-Oppa...
-Nie teraz, oczarowuję śliczną kelnerkę-syknął nie pozwalając by jego wspaniały wyraz twarzy się zmienił.
Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem i rozejrzałam się dookoła.
Moim oczom ukazała się rozwiana blond czupryna idąca w drugiego końca chodnika.
Zgrabna, wysoka sylwetka i ten pewny wyraz twarzy.
Oczywiście wszystkie wyżej wymienione rzeczy nie należały do nikogo innego jak do Kaia.
Zaklęłam w myślach i desperacko szturchnęłam Chanyeola w bok.
-Co?-jęknął z poirytowaniem.
-Daj mi kasę, sama pójdę na te lody-mruknęłam nie odwracając wzroku od blondyna, który wolnym krokiem zbliżał się do nas.
-Masz i daj mi spokój-brat wręczył mi resztę pieniędzy jaka nam została.
Wydukałam "dzięki" i czym prędzej udałam się w stronę lodziarni po drugiej stronie ulicy.
Nie odwracając się za siebie weszłam do pomieszczenia i utopiłam się w dosłownie wszechobecnym różu.
Zamrugałam szybko powiekami by przyzwyczaić się do jaskrawych ścian i podeszłam do lady.
Zamówiłam swoje ulubione lody karmelowe, zapłaciłam i ociągając się podeszłam do szklanych drzwi. Chciałam zobaczyć czy Kai rozmawia z Chanyeolem, jednak jak na złość kawałek murku
zasłaniał widok.
Westchnęłam zrezygnowana i założyłam swoje okulary przeciwsłoneczne na nos.
Na prawdę wolałabym uniknąć spotkania z Kai'em.
Po ostatnim incydencie, który zdarzył się w szkole, raczej nie mam mu nic do powiedzenia.
Uchyliłam drzwi i niepewnie wyszłam z lodziarni.
Cholera, stoją tam i gadają.
Chciałam szybko się odwrócić i z powrotem wejść do pomieszczenia, jednak akurat Chanyeol wskazał w moją stronę i kiwnął ręką bym do nic przyszła.
Po raz kolejny już przeklęłam w myślach i powoli przeszłam przez pasy.
Starając się nie patrzeć na Kai'a podeszłam do chłopaków.
-Hej Sophie-uśmiechnął się blondyn.
-Hej-mruknęłam zajmując się swoim lodem.
-Co słychać? Jak wakacje ?
-W porządku.
-Co ci się tak nagle humor zepsuł?-Chaneyeol trącił mnie ramieniem rozbawiony.
Spiorunowałam go wzrokiem, jednak chyba zza ciemnych szkieł nie było to widoczne.
-Robicie coś wieczorem? Może byśmy się gdzieś wybrali we trójkę?-Kai posłał mi pytające spojrzenie.
Podszedł do mnie i poklepał po ramieniu przybliżając twarz do mojej.
-Zabawilibyśmy się trochę, poznali lepiej...
-Właściwie to-mruknęłam przykładając loda do ust-Mam już plany...
Blondyn westchnął-Ah...rozumiem. No nic, innym razem się umówimy-powiedział pewnie, po czym pochylił się nade mną i przejechał językiem po już roztapiającym się lodzie-Karmelowe? Moje ulubione.
Nienawidzę takich bezczelnych podrywaczy jak on.
Najchętniej bym mu powiedziała, żeby dał mi spokój i już więcej nie zaczepiał.
Jednak wymusiłam tylko uśmiech i odwróciłam głowę patrząc błagalnie w stronę Chanyeola.
Cieszę się, że jest na tyle rozumny i zatrybił to, że nie chcę tu dłużej stać.
Pogadał jeszcze chwilę z Kaiem o jakiś pierdołach i pożegnał go.
Przybili sobie piątkę, za to mnie Kai przyciągnął do siebie i przytulił.
-Do zobaczenia-szepnął z przekąsem.
Wzdrygnęłam się lekko i odsunęłam od chłopaka.
Ten uśmiechnął się arogancko i kiwając głową w stronę mojego brata, poszedł w swoją stronę.
***
Nasza piątka zebrała się przed siedzibą wytwórni.
Kris już czekał w środku-załatwiał coś z menadżerką.
Wszyscy byliśmy zdenerwowani, a z drugiej strony podekscytowani.
Zanim jeszcze wyszłam z domu, byłam totalnie wyluzowana.
Teraz jednak jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów.
W końcu od tego kontraktu może zależeć nasza przyszłość.
Wiele razy wyobrażałam sobie jak to by było gdybym była sławna. Marzyłam o tym przez całe dzieciństwo a myśl, że moje marzenia już za chwilę mogę się spełnić napawa mnie zarówno radością jak i strachem.
Wzięłam głęboki wdech i złapałam Tao za rękę.
Chłopak spojrzał na mnie przelotnie by już za chwilę ponownie wlepić wzrok w budynek.
-Denerwujesz się?
-Cholernie-mruknęłam.
Usłyszałam ciche prychnięcie Luhana stojącego obok mnie.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Lubię tą twoją szczerość-obdarzył mnie uroczym uśmiechem.
Przyjrzałam mu się dokładniej by móc go zapamiętać.
Ten śliczny uśmiech bardzo rzadko gości na twarzy Luhana.
Mimo tego, że chłopak w głębi duszy jest na prawdę uroczy, to kiedyś coś w nim pękło.
Stał się zimny, oschły i bezczelny.
Był zupełną odwrotnością tego Luhana, w którym się kiedyś zakochałam.
Straciłam już nadzieję, że chłopak jeszcze powróci do swojego prawdziwego "ja".
Jednak widząc go tak zadowolonego, niczym małego chłopca, zrobiło mi się cieplej na sercu.
Również ujęłam jego dłoń i zacisnęłam mocno.
Chłopak powędrował niepewnym wzrokiem w stronę naszych rąk.
Uśmiechnęłam się do niego dodając i sobie i jemu otuchy.
Chen i Xiumin również dołączyli do naszego grupowego trzymania się za ręce.
Staliśmy tak w ciszy.
Jedni z powagą na twarzach, drudzy uśmiechnięci.
Moją twarz otulił zimny powiew wiatru, a z nieba zaczęły lecieć pierwsze krople deszczu.
Wzdrygnęłam się, jednak nie miałam odwagi wspiąć się po schodach budynku i wejść do środka.
-Obiecajmy sobie-zaczął cicho Chen-że niezależnie od tego,co stanie się w środku, zostaniemy przyjaciółmi.
-Obiecuję-powiedziałam bez zastanowienia.
-Obiecuję-powtórzył Xiumin z powagą na twarzy.
-Ja też.
Wszyscy spojrzeliśmy na Tao, który jako jedyny się nie odezwał.
Przymknął na chwilę powieki, jak by rozkoszował się kroplami deszczu spływającymi po jego twarzy.
Spojrzał na nas nieobecnym wzrokiem i westchnął cicho.
-Obiecuję.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Ścisnęłam mocniej rękę blondyna, a moje powieki opadły na dół.
-To co? Idziemy?-spytałam cicho.
-Najwyższa pora.
-Chodźmy zanim rozpada się na dobre-powiedział Xiumin patrząc w nocne niebo.
Wszyscy kiwnęliśmy głowami i udaliśmy się w stronę wysokich schodów.
Gdy już znaleźliśmy się przy  szklanych drzwiach, te rozsunęły się.
Ze środka wyszła dość młoda kobieta z kruczo-czarnymi włosami i eleganckim stroju.
Wyglądała na zdenerwowaną.
Mówiła coś pod nosem mierząc mnie wrogim wzrokiem.
Już po chwili kobieta zeszła na dół i odjechała granatowym samochodem.
Po krótkim namyśle stwierdziłam, że gdzieś już ją widziałam.
Czyżby to była ta kobieta, którą widziałam podczas naszego koncertu?
Nie jestem pewna, ale myślę, że to ona.
Wydawało mi się to podejrzanie dziwne jednak zignorowałam tę myśl.
Zacisnęłam pięści i przekroczyłam próg wytwórni.
Znacie to uczucie?
Gdy wydaje się wam, że przeznaczenie jest już na wyciągniecie ręki, a jedna decyzja może zaważyć na całym waszym życiu ?

piątek, 3 października 2014

You are loved 7


It's okay to have hope...

Leniwie podniosłam głowę z miękkiej poduszki i przetarłam zaspane oczy.
Zamrugałam szybko powiekami by rozmazany obraz powrócił do normalności i rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w pokojo-piwnicy Tao.
Ale przecież zasnęłam w altanie! Jakim cudem znalazłam się tutaj?
Podniosłam się do pozycji siedzącej i otuliłam szczelniej niebieskim kocem, którym byłam przykryta.
Ogarnęłam wzrokiem już znane mi, ciemno fioletowe ściany poobklejane różnymi plakatami.
Moją uwagę (nie pierwszy raz zresztą) przyciągnęła duża lampka z lawą i stojąca obok niej, ukochana gitara Tao.
-Już wstałaś?-usłyszałam głos z dołu.
Szybko przeczołgałam się na krawędź kanapy i zobaczyłam Tao leżącego na podłodze.
Złapałam się za klatkę piersiową i wzięłam głęboki wdech.
-Przestraszyłeś mnie-jęknęłam z powrotem opadając na miękki koc.
Chłopak posłał mi pobłażliwy uśmiech i usiadł, opierając się o kanapę.
-Przyniosłeś mnie tutaj ?
-Mhm-przytaknął-Bałem się, że się przeziębisz, a spałaś tak słodko, że żal mi cię było obudzić.
Przewróciłam oczami z uśmiechem na ustach.
-A reszta?
-Też tu spali, ale już poszli...
-Już? W takim razie ,która godzina?
Tao spojrzał na komórkę-12:54.
-Cholera-syknęłam podnosząc się z kanapy.
Pośpiesznie przeczesałam rozczochrane włosy i wygładziłam szarą bluzę.
-Gdzie moje spodenki?
-Na dworze. Czekaj zaraz ci je przyniosę.
-Ok. Gdzie jest łazienka?
-Na górze, po prawo od schodów-uśmiechnął się-Spokojnie, nikogo oprócz gosposi nie ma.
Posłałam mu wdzięczny uśmiech i oboje poszliśmy na górę.
Weszłam do łazienki i zamarłam.
Była większa od mojego pokoju!
Ściany były obłożone kafelkami w kolorze czekolady, a meble miały kolor kości słoniowej, co dawało na prawdę cudowny efekt.
Nad umywalką wisiało wielkie lustro, a praktycznie na środku pomieszczenia stała ogromna wanna...a raczej jacuzzi.
Luksusowe wnętrze połączone z wiekowymi elementami na pewno pasowało do ogólnego wystroju domu.
Stanęłam przed umywalką i odkręciłam wodę. Niedbale związałam włosy i chlusnęłam sobie chłodna wodą w twarz.
Zdecydowanie mnie to orzeźwiło i jednocześnie zmyło resztki rozmazanego makijażu.
Oparłam się dłońmi o brzegi umywalki i wzięłam głęboki wdech.
Jakaś myśl nie dawała mi spokoju, nie mogłam sobie jednak przypomnieć o co chodziło...
O Krisa?
Zawsze chodzi o Krisa, ale...Ah tak! Wczorajszy SMS!
Przez głowę przeszła mi myśl, że mógł to być tylko sen.
Sama nie wiem, ale muszę to sprawdzić.
Pełna nadziei czym prędzej wybiegłam z łazienki i udałam się do piwnicy.
Zbiegłam po krętych schodach i z impetem rozsunęłam drzwi.
Z powrotem znalazłam się w tym pokoju w stylu lat 90.
Rzuciłam się na łóżko i desperacko przerzucałam poduszki w celu odnalaeziena swojej komórki.
Na kanapie jednak jej nie było.
Rozejrzałam się dookoła, ale nie miałam pojęcia gdzie może być.
Usiadłam zrezygnowana na okrągłym, puszystym dywanie i rozczesałam włosy palcami.
W drzwiach pojawił się Tao z moimi dżinsowymi spodenkami w dłoni.
Podał mi je bez słowa i odwrócił wzrok.
-Widziałeś może mój telefon ?
Tao sięgnął to kieszeni i wyjął z niej moją komórkę.
Spojrzałam na niego zdziwiona i wzięłam przedmiot  od niego.
-Skąd ty ją masz?-wydukałam zszokowana.
-Zostawiłaś ją wczoraj na ławie w altanie-mruknął wsuwając ręce do kieszeni.
Zdecydowanie byłam niepocieszona faktem, że chłopak bez większych problemów mógł przejrzeć mój telefon. Nie mam założonego żadnego hasła, ani nic z tych rzeczy.
Tao spojrzał na mnie przelotnie po czym parsknął.
-Myślisz, że grzebałem ci w telefonie?
Przemilczałam to.
Odblokowałam komórkę i przejrzałam wiadomości.
-Za kogo ty mnie masz, Sophie...
Jest.
Wiadomość od Krisa.
Pierwsza od kilkunastu dni.
Zasłoniłam usta ręką, kompletnie ignorując gadanie Tao.
Byłam taka szczęśliwa, a jednocześnie ciekawa.
-Sophie, słuchasz mnie?-mruknął znudzony blondyn-Co jest?
-Kris napisał-wydukałam ledwie zrozumiale.
-Co?!
Chłopak ustał za mną, zerkając przez moje ramię na ekran telefonu.
-Napisał żebyśmy dziś wieczorem wszyscy się spotkali .
Tao obserwował mnie w milczeniu.
Czułam na szyi jego niespokojny oddech i szybkie bicie serca.
Sama starałam się uformować oddech i załapać równowagę.
Byłam kompletnie zszokowana.
Przepełniała mnie radość, a jednocześnie wściekłość, że Kris odezwał się dopiero teraz.
-Tao...
Chłopak bez słowa odwrócił mnie do siebie i mocno przytulił.
-Mam nadzieję, że ma jakieś dobre wytłumaczenie-zacisnęłam dłonie na ramionach Tao.
Sama nie wiem co myśleć.
Po prostu chcę  już zobaczyć Krisa.
***
Cała nasza piątku udała się do parku, gdzie mieliśmy się spotkać się z Krisem.
Gdy Tao powiedział o tym pozostałym, wszyscy byli strasznie zdziwieni.
W końcu to nic dziwnego...chłopak nie dawał znaku życia od kilkunastu dni, a tu raptem przysyła wiadomość, że chce się czym prędzej spotkać.
Jednym towarzyszyła radość, innym złość.
Ja tylko czekałam.
Czekałam aż będe mogła go zobaczyć, przytulić...
Jednocześnie czułam pewien niepokój.
Nie wiem czego mogę się spodziewać ze strony Krisa.
Przemierzaliśmy zadrzewione uliczki parku, oblane jasnym światłem księżyca.
Uparcie trzymałam Tao pod rękę.
Miałam wrażenie, że gdybym tylko go puściła, upadłabym.
Byłam taka zdenerwowana, że nogi praktycznie załamywał się pode mną.
-Cała się trzęsiesz-szepnął Tao.
Jego głos lekko drżał . Był równie zdenerwowany jak ja.
Przez tą całą sytuację łatwo było zapomnieć, że przecież Tao i Kris się przyjaźnili.
Myślę, że ta sytuacja dla każdego z nich była trudna.
Nie wiem, czy teraz ich relacja będzie taka dobra, tym bardziej, że Tao przez cały czas buntował mnie przeciwko chłopakowi.
Z zamyślenia wyrwało mnie szturchnięcie Tao.
Spojrzałam nie niego zdiziwona.
Blondyn zapatrzony był przed siebie.
Podążyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam jakąś postać w ciemności.
Wytężyłam wzrok i wzięłam głęboki wdech.
Wyprzedziłam chłopaków o kilka kroków i nie wiedzieć kiedy zaczęłam biec.
Łzy spływały swobodnie po moich policzkach, jednak nie zwracałam na nie uwagi.
Postać przede mną była już na wyciągniecie ręki.
Wpadłam w jej ramiona i wybuchnęłam głośnym płaczem.
-Kris...
Zacisnęłam dłonie na plecach chłopaka i wtuliłam się w jego pierś.
Tao miał rację-trzęsłam się niemiłosiernie .
Kris gładził mnie uspokajająco po głowie.
-D-dlaczego...
Nie dał mi dokończyć. Złączył nasze usta w pełnym tęsknoty pocałunku.
Przyciągnął mnie jeszcze bliżej tak, że nie dzieliła nas teraz praktycznie żadna odległość.
Oparł czoło na moim i spojrzał mi w oczy.
Starł delikatnie łzy z moich policzków i wyszeptał przeprosiny.
-Kris-zaczął cichym, aczkolwiek pewnym głosem Tao.
Brunet podniósł wzrok na chłopaków.
Odwróciłam się w ich stronę łapiąc Krisa za rekę.
-Ja...wszystko wam wytłumaczę...-głos chłopaka lekko sie załamał-Może gdzieś usiądziemy...?
-Mów-rzucił oschle Luhan.
Kris przeczesał nerwowo włosy, po czym westchnął głęboko.
-Prze...przepraszam, że się nie odzywałem, ale menadżerka zabrała mi telefon...
-Menadżerka-powtórzył zdenerwowany Luhan-Czyli przyjąłeś kontrakt.?
-Tak, ale...
-I kazałeś nam tutaj przyjść, żeby się pochwalić-parsknął Tao.
-Dacie mi dojść do słowa?!-wrzasnął Kris.
Puścił moją dłoń i zrobił kilka kroków w stronę chłopaków.
-Wysłuchajcie mnie...
-Obawiam się, że nie mamy o czym rozmawiać-blondyn zmierzył go zimnym wzrokiem.
-Tao-syknęłam-Daj mu powiedzieć.
Reszta umilkła i wlepiła wzrok w zdenerwowanego Krisa.
-Tak, podpisałem kontrakt. Ale...nie czułem się z tym dobrze. Cały czas myślałem o was...o nas. O naszej przyjaźni-chłopak zrobił krótką przerwę-Nie było to łatwe. Musiałem zrobić rzeczy, których na prawdę nie chciałem robić, ale ...udało mi się. Udało mi się załatwić drugi kontrakt...Dla nas wszystkich.
zamarliśmy.
Otworzyłam usta ze zdziwienia i wlepiłam wzrok w śmiertelnie poważną twarz Krisa.
-Czy to znaczy, że...będziemy zespołem?
-...Pod skrzydłami wytwórni?
-Dokładnie-na twarzy bruneta pojawił sie subtelny uśmiech.
-Kris,to świetnie!-rzuciłam się chłopakowi na szyję.
Ten objął mnie silnymi ramionami i spojrzał wyczekująco na chłopaków.
Ci jeszcze bili się z własnymi myślami, jednak już po chwili ogarnęła ich niekontrolowana radość.
-Tak czułem, że nas nie zawiedziesz-Tao podszedł do Krisa z uśmiechem na ustach .
Już po chwili tonęli w męskim, przyjacielskim uścisku.
Wraz z chłopakami dołączyliśmy do nich i złączyliśmy się w grupowym przytulasie.
Tak bardzo mi tego brakowało,tego uczucia...jedności.
***
Następnego dnia postanowiliśmy się spotkać i jeszcze raz wszystko obgadać na spokojnie .
Umówiliśmy się na pizzę w naszej ulubionej restauracji.
Ja i Kris jednak przyszliśmy tu trochę wcześniej, by móc pobyć trochę sam na sam.
Uparcie od 20 minut nie puszczałam ręki chłopaka.
Tak bardzo za nim tęskniłam.
Za ciepłem jego ciała, za jego  perfumami, za nim całym.
Po kilku próbach zrezygnowałam z wypytywania chłopaka co się z nim działo.
Powiedział tylko, że załatwiał kilka rzeczy w wytwórni, a nie mógł się z nami skontaktować, bo menadżerka zabrała mu telefon.
Nie wymuszałam od niego więcej informacji.
Ufam mu i wiem, że jeśli mówi, że nic takiego się nie stało, to tak jest.
-Kris-zaczęłam uważnie śledząc chłopaka wzrokiem-myślisz, że będziemy sławni ?
Na twarzy chłopaka malował się uśmiech.
-Kto wie. Sądzę, że się do tego nadajemy. Ludzie lubią takie rzeczy.
Obdarzyłam chłopaka słodkim uśmiechem i wtuliłam się w jego ramię.
Bałam się, że jeśli puściłabym go chociaż na chwilę to znowu by zniknął.
Chłopak pogładził mnie po nadgarstku.
Wziął między palce bransoletkę,którą od niego dostałam i parsknął cicho.
-Nadal ją nosisz?
-Oczywiście! Jest dla mnie bardzo ważna.
Kris spojrzał na mnie litościwym wzrokiem po czym pogładził mnie po włosach.
-Sophie, wybaczysz mi? Wybaczysz mi, że zniknąłem?
Zamrugałam szybko powiekami ze zdziwieniem.
Byłam na niego zła.
"Zła"...byłam wściekła!
Jak można tak kogoś zostawić bez słowa wyjaśnienia, nie dawać znaku życia...
Czułam się porzucona i oszukana.
W pewnym momencie, stwierdziłam, że Tao miał rację.
Że Kris woli karierę od przyjaciół.
Nienawiść w moim sercu rosła z dnia na dzień, jednak...
Gdy zobaczyłam tego SMS'a wszystko to zniknęło.
A gdy zobaczyłam Krisa na żywo, nie miałam już żadnych wątpliwości.
-Kocham cię-szepnęłam nie podnosząc wzroku z nad blatu stołu.
-Wiem, że postąpiłem źle. Jest mi tak strasznie wstyd.
-Nie myśl o tym. To minęło.Teraz będziemy już razem.
Chłopak spojrzał na mnie jak by chciał się upewnić czy mówię prawdę.
Tak Kris. To prawda. Już zawsze i na zawsze...
***
Brunet popatrzył z obrzydzeniem na pizzę, którą własnie przyniosła kelnerka.
Chłopacy, którzy przyszli jakieś 20 minut temu rzucili się  jak zwierzęta na jedzenie, jednak Kris tylko przewrócił oczami.
Nienawidził tłustego jedzenia. Kiedyś wydawało mi się to absurdalne.
W końcu, jaki normalny człowiek nie lubi pizzy!
Z czasem jednak się dowiedziałam się, że mój chłopak do normalnych  nie należy, więc po prostu to zrozumiałam.
Również wzięłam jeden kawałek oblizując się ze smakiem.
-Kris, jesteś pewien ,że nie chcesz?-spytał Chen z pełną buzią-Ta pizza jest przepyszna!
-Nie,dzięki-chłopak skrzywił się na samą myśl, że miałby włożyć to tłuste żarcie do ust.
Chen tylko wzruszył ramionami powracając do rozkoszowania się smakiem.
-Może już zacznij mówić to co miałeś nam powiedzieć? To trochę zajmie zanim się najemy-mruknął Tao pochylając się nad swoim talerzem.
Kris tylko kiwnął głową i splótł dłonie na blacie.
-Więc, gdy powiedziałem swojej menadżerce  o możliwości dołączenia zespołu nie była zbyt zadowolona. Musiałem na prawdę długo ją przekonywać, żeby się zgodziła-chłopak wziął łyk wody-Ale w końcu udało się. Postawiła kilka warunków, ale dałem radę.
Kris podrapał się nerwowo po karku.
Sprawiał wrażenie jak by na prawdę trudno mu było o tym mówić, jak by podczas tych kilku dni stało się coś co go  niepokoi...
-Więc za dwa dni jesteśmy umówieni na obejrzenie kontraktu w wytwórni z główną producentką.
-Kurdę...aż trudno w to uwierzyć-westchnął z zadowoleniem Xiumin-Ze szkolnej piwnicy, na największe sceny w kraju!
-Nie rozpędzaj się tak-mruknął Luhan, maczając swój kawałek pizzy w sosie czosnkowym-To nie jest takie łatwe...
-Ale pierwszy krok już zrobiony-uśmiechnęłam się-Teraz będzie już coraz łatwiej.
Kris odwzajemnił mój uśmiech i objął mnie ramieniem.
Ogarnęłam wzrokiem pozostałych chłopaków.
Byłam taka szczęśliwa i dumna, niczym mama patrząca na swoją radosną rodzinkę.
Mimo tych wszystkich trudności, mimo tych nieprzespanych nocy...teraz wiem, że było warto.
Było warto trochę pocierpieć, żeby znowu czuć się szczęśliwym w otoczeniu przyjaciół.
-To co? Może pójdziemy jutro do kina, hm?-zaproponował Xiumin.
-To dobry pomysł-Tao pokręcił głową z aprobatą.
Posłał mi ukradkowe spojrzenie, które wyłapałam.
Nie odwrócił jednak wzroku-uporczywie przyglądał mi się, jakby chciał coś powiedzieć, ale brakło mu odwagi.
Po krótkiej chwil to ja przerzuciłam wzrok na swój talerz.
Czułam, że oczy Tao nadal przewiercają mnie na wylot i trudno mi to było zignorować.
Zaczęłam nerwowo bawić się placami, stukać w stół. Robiłam cokolwiek by udało mi się znieść jego lodowate spojrzenie. Znowu...znowu taki jest.
Gdy nie było Krisa, Tao aż tętnił szczęściem.
Co chwila obdarowywał mnie uroczymi uśmiechami czy zagadywał o byle głupotę.
Teraz iskierki w jego czarnych oczach na nowo zastąpił chłód i niepokój.
Tao znowu w głębi ducha o coś się bał, wiem to.



Jego intuicja prawie nigdy nie zwodzi. Ufam mu i wiem, że jeśli ma złe przeczucia,to coś złego się zdarzy. Ale co takiego może się teraz stać ?




czwartek, 25 września 2014

You are loved 6

It's ok to trying to forget...


Mijały kolejne dni, a Kris nadal się nie odezwał.
Teraz już po prostu się o niego boję.
Nie wiem, czy podpisał ten kontrakt.
Nie wiem czy jest w mieście.
Nie wiem czy w ogóle żyję.
Gdyby nie Tao, pewnie już dawno bym zwariowała.
Chłopak cały czas zabiera mnie gdzieś, nie daje o tym myśleć.
Jednak gdy już temat się zacznie, Tao nie przebiera w słowach.
Cały czas powtarza, że to początek końca. Że praktycznie już nie mamy przy sobie Krisa.
Że on już ma inne życie.
Najbardziej bolesne jest to, że Tao może mieć rację...że ma rację.
Dziś akurat chłopak zaproponował wyjście do parku.
Było już grubo po 22, jednak my uparcie siedzieliśmy na jednej z ławek i obserwowaliśmy nocne niebo.
Oboje milczeliśmy. Co jakiś czas jedno westchnęło lub mruknęło coś niezrozumiale.
Nie chciałam rozmawiać.
W głowie siedział mi tylko Kris i Tao dobrze o tym wiedział.
Na prawdę doceniam to,że chłopak rozumie mnie bez słów i nie naciska. 
Zwróciłam wzrok w stronę blondyna.
Jego ciemne oczy uważnie śledziły każdy skrawek nieba, a mleczna skóra kontrastowała z ciemnością znajdującą się w oddali.
Patrzyłam tak na niego prze kilka chwil, gdy zorientowałam się, że chłopak to zauważył.
Odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się czule.
Nerwowo odwzajemniłam gest i spuściłam wzrok.
-Nie jest ci zimno?-spytał cicho.
-A co? Na siłę chcesz mi dać swoją bluzę?-zaśmiałam się.
-Jakbyś nie zauważyła, to nie mam bluzy-odpowiedział z przekąsem-Ale zawsze mogę zrobić tak...
Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął mocniej do siebie.
W pierwszym momencie nie wiedziałam co się dzieję.
Chciałam odsunąć się od blondyna, ten jednak trzymał mnie zbyt mocno.
Po chwili jednak zrezygnowałam i wtuliłam się w jego silne ramiona.
-Tęsknisz za nim, prawda?
-Strasznie-wyszeptałam-Boję się o niego.
-Boisz się o was-poprawił mnie.
-O nas wszystkich. Nie chcę żebyście byli skłóceni. Ty i Kris jesteście najważniejszymi osobami w moim życiu. Nie chcę żebyście się znienawidzili...
-Nie myśl tak o tym. Nie masz na to żadnego wpływu.
Ręka chłopaka zjechała na moją dłoń.
Delikatnie ją pogładził po czym splótł nasze place.
Byłam trochę zdenerwowana. Takie zachowanie u przyjaciół raczej nie jest normalne...
Z drugiej strony, przecież nie robimy nic złego.
Potrzebuję go teraz jak jeszcze nigdy i Tao dobrze o tym wie.
-Chcę....chcę żeby było jak dawniej. Żeby Kris wrócił...
-Nie łódź się Sophie. Kris już wybrał co jest dla niego ważniejsze.
Sława już wbiła mu do głowy, a nam nawet nie wyśle głupiego sms'a.
-Ale Tao...
-Już za późno Sophie. Nie odzyskamy go.
Przez chwilę panowała cisza.
Zacisnęłam mocno powieki, by powstrzymać się od płaczu.
Dlaczego?
Dlaczego prawda zawsze tak boli?
Kris już odszedł. Wybrał karierę.
Cały czas starałam się to wszystko jakoś wytłumaczyć.
Jednak Tao ma rację.
Od  ponad dwóch tygodni Kris nawet nie zadzwonił, nie napisał...
Zostawił mnie...zostawił nas wszystkich.
-Dlaczego...?-po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
Ukradkiem ją otarłam z nadzieją, że blondyn jej nie widział.
-Najwyraźniej nie był wart takich ludzi jak my.
Chłopak zbliżył twarz do mojej i zmierzył mnie badawczym spojrzeniem.
Również na niego spojrzałam, nie odzywając się ani słowem.
Widziałam, że Tao chce coś powiedzieć.
Widziałam, że coś go męczyło.
 Jednak uparcie milczał, przewiercając mnie swoimi czarnymi oczami.
-Będzie dobrze?-szepnęłam ledwo słyszalnie.
-Zrobię wszystko, żeby tak było.
***
Sala była pełna.
Tłum fanów przyszła na koncert Year of Rock.
My niestety przyjechaliśmy zbyt późno i mieliśmy miejsca praktycznie na końcu sali.
Pocieszała mnie jednak myśl, że ojczym Tao załatwił nam wejście za kulisy tuż po koncercie.
Mimo tego, że do występu zostało jeszcze trochę czasu, to fani zachowywali się na prawdę głośno i już zaczęli śpiewać fragmenty niektórych piosenek.
Zmierzyłam ich ciekawym wzrokiem- wyglądali na prawdę dość...charakterystycznie.
Większość dziewczyn miała krótkie, czarne włosy, a panowie wręcz przeciwnie-długie i najczęściej spięte. Dominującym kolorem była czerń.
Bez przekonania spojrzałam na swoją ciemno-niebieską bluzkę z nadrukiem.
Mimo tego, że może nie wyglądam na taką, to lubię "ciężką'' muzykę.
Kiedyś byłam na prawdę wielką fanką.
Prawie nawet przefarbowałam włosy na czarno, na szczęście mama w ostatniej chwili wybiła mi to z głowy.
Od początku liceum przerzuciłam się na lżejsza muzykę, jednak pociąg do rocka nadal gdzieś tam we mnie drzemie.
-Tao dzięki, że nas tu zabrałeś-powiedział Chen z uśmiechem.
-To nic takiego.W końcu jesteśmy przyjaciółmi, nie?
Chen i Luhan spojrzeli po sobie.
Po chwili jednak oboje odwrócili się do niego z uśmiechem na twarzach.
-No jasne, że tak.
Patrzyłam na tę scenkę z zafascynowaniem.
Jeszcze kilka dni temu mówili, że Tao jest samolubnym, rozpieszczonym dzieciakiem, a teraz?
Najwyraźniej poszli po rozum do głowy i dostrzegli w nim prawdziwego przyjaciela.
Poczułam wibracje w kieszeni.
Szybko wyjęłam telefon i sprawdziłam SMS'a.
Od:Mama
Wszystko ok?

Westchnęłam zrezygnowana i szybko odpisałam krótkie "tak".
Już miałam chować komórkę z powrotem, gdy postanowiłam, że po raz kolejny spróbuję
napisać do Krisa.
Do:Kris
Kris błagam cię,odezwij się. Martwię się...
Jesteśmy na koncercie, proszę  przyjedź do nas. Albo chociaż daj znak życia..

Wysłane.
Wzięłam głęboki wdech i modliłam się w duchu o odpowiedź od chłopaka.
W tym samym momencie na sali zrobiło się kompletnie ciemno.
Wszystkie rozmowy i śpiewy ucichły, a wzrok każdego fana pokierował się w stronę sceny.
Przez chwilę panowała ciemność, po czym długa smuga światła rozświetliła scenę i postać wokalisty zespołu.
Rozbrzmiały pierwsze dźwięki instrumentów, którym towarzyszyły piski i owacje fanów.
Rozejrzałam się dookoła i jedyne co zobaczyłam...to głowy moich znajomych.
Oni akurat mieli jakikolwiek widok na scenę-wszyscy są ode mnie o ponad głowę wyżsi ...no wszyscy, oprócz Xiumina.
Tak czy siak, nie widziałam kompletnie nic.
Wspięłam się na palce i przytrzymałam pleców Chena, by nie stracić równowagi.
Ten odwrócił się i posłał pytające spojrzenie.
-Co jest?-spytał się, starając się przekrzyczeć muzykę.
-Nic nie widzę...-mruknęłam niezadowolona.
Chłopak podrapał się nerwowo po głowie i szturchnął stojącego obok Tao.
Powiedział mu coś na ucho po czym oboje dali sobie porozumiewawcze spojrzenie.
Tao odwrócił się w moją stronę z tajemniczym wyrazem twarzy po czym zaszedł mnie od tyłu.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Co kombinujesz?
Nie odpowiedział.
Schylił się i posadził mnie na swoich ramionach, po czym szybko wstał.
Nie sprawiło mu to najmniejszego problemu, a na moje piski i wyrywanie się nawet nie zwrócił uwagi.
Mocno złapałam się jego rąk, które oplotły moje uda i trzymałam je kurczowo.
Chen widząc to pokiwał głową z uznaniem.
Wytchnęłam mu język i kopnęłam go w ramię.
Z tej wysokości było to dziecinnie łatwe.
Chłopak zaśmiał się po czym skierował wzrok w stronę sceny.
Zrobiłam to samo i pozwoliłam sobie odpłynąć, wsłuchując się w rytm muzyki.
***
-Nadal nie mogę uwierzyć, że ich poznaliśmy-wydukał cicho Chen.
Podczas spotkania tak się zestresował, że zapomniał nawet własnego imienia.
Po prostu stał, nie wiedząc jak się oddycha.
W sumie to nic dziwnego, był fanem Year of Rock od kiedy go poznałam. To on pokazał nam ich muzykę.
Obawiam się jednak, że gdy tylko chłopak się otrząśnie, może być na siebie zły za to, że nawet nie porozmawiał ze swoimi idolami.
-To było epickie-westchnął zadowolony Xiumin.
Tao tylko pokręcił głową z rozbawieniem i sięgnął do kieszeni po kluczyki od samochodu.
-A może jeszcze gdzieś pójdziemy ?-zaproponował Luhan.
Uniosłam brew i zmierzyłam go błagalnym wzrokiem.
-Jest pierwsza w nocy.
-No i co z tego?-uśmiechnął się arogancko.
Chłopak włożył ręce do kieszeni i oparł o maskę samochodu.
Szybko jednak wrócił do poprzedniej pozycji, gdy Tao zaczął sztyletować go spojrzeniem.
-W sumie to dobry pomysł-Chen pokiwał głową z aprobatą.
-Tobie już wystarczy wrażeń-mruknął Tao wsiadając za kierownicę.
-Siedzę z przodu-Xiumin podniósł rękę .
-Chyba śnisz-wrzasnęłam rozbawiona.
Popchnęłam go i dopadłam do drzwi,po czym szybko wpakowałam się na miejsce pasażera.
Zanim zamknęłam drzwi posłałam chłopakowi triumfalne, a zarazem przepraszające spojrzenie.
Ten tylko przewrócił oczami po czym zafundował mi pstryczka w głowę.
Syknęłam ciche "Ała" i z impetem zamknęłam drzwi.
Mimo tego, że siedziałam tyłem, wiedziałam że Tao zabija mnie wzrokiem.
Ma obsesje na punkcie tego samochodu i gdy tylko coś zagraża jego "maleństwu",
chłopak wpada w szał.
-Sorry-wydukałam nie odwracając głowy.
Usłyszałam tylko zrezygnowane westchnięcie blondyna.
Z trudem powstrzymałam się od śmiechu.
Zakryłam usta ręką i wlepiłam wzrok w widok za oknem.
-Wsiadacie czy nie?-spytał zniecierpliwiony Tao .
Pozostali wpakowali się do samochodu,robiąc przy tym nie małe zamieszanie.
Jak zwykle kłócili się kto ma gdzie usiąść i jak zwykle to Xiumin zajął najmniej pożądane miejsce w środku .
-To co, jedziemy już do domu?-jęknął Luhan z niezadowoleniem.
-No ej! Mamy wakacje, zabawmy się!
Wraz z Tao popatrzyliśmy na siebie.
Jak zwykle, to my musimy robić za rodziców.
Zawsze tak było.
To nasza dwójka z całego towarzystwa jest zawsze najpoważniejsza, co za tym idzie-to my zajmujemy się resztą.
Chłopak oparł głowę na siedzeniu z cichym westchnięciem.
Dobrze wiedział, że reszta nie odpuści tak łatwo.
-Mam propozycję-zaczął po chwili-Pojedziemy do mnie i urządzimy sobie grilla w altanie.
-No i super-Luhan klasnął w dłonie.
Spojrzałam na Tao zdziwiona. Chłopak raczej nie lubi takich spontanicznych sytuacji.
Zawsze woli mieć wszystko zaplanowane i tak dalej.
Ale skoro tak chce...
-Ale-Tao podniósł wzrok na lusterko i uważnie przyglądał się chłopakom z tyłu-Musicie być
 CI-CHO, zrozumiano ?
-Tak jest!-krzyknął zadowolony Xiumin.
Blondyn bez zbędnych słów odpalił silnik i wyjechał z już pustego parkingu.
Ulice były kompletnie puste, a oświetlały je  gęsto rozstawione, uliczne lampy .
Nic dziwnego, że na ulicy nie było żywej duszy. Kto normalny wychodzi na spacer o 1 w nocy?
Z zaciekawieniem pochłaniałam widok za oknem.
Uwielbiam miasto w  nocy.
To zupełnie coś innego, gdy ulice nie są zatłoczone i głośne.
Oparłam głowę o szybę, starając się zignorować wrzaski i śmiechy chłopaków.
Ukradkiem spojrzałam na Tao-śmiał się w niebo głosy wraz z pozostałą trójką.
Do czego to doszło...nawet jego zarazili tym głupkowatym humorem (co do łatwych rzeczy nie należy).
Mimowolnie przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Tao wyłapał moje ukradkowe spojrzenie i uśmiechnął się.
-Nie jesteś zmęczona? Jeśli chcesz to odwiozę cię do domu.
-Nie ma potrzeby-odwzajemniłam gest.
-Na pewno?
-Chcesz się mnie pozbyć?-uniosłam brew.
-Nie śmiałbym -odpowiedział z przekąsem.
Walnęłam go w ramię i zaśmiałam się.
Chłopak posłał mi zawadiacki uśmiech , po czym skupił się na drodze.
 Już po kilka minutach byliśmy na miejscu.
Wszyscy wygramoliliśmy  się z samochodu.
Mimo próśb i gróźb rzucanych przez Tao, chłopcy jednak nie mogli opanować napadów śmiechu i głupich pomysłów.
-Ciii!-syknął Tao wpisując kod domofonu.
Bramka otworzyła się i wszyscy weszliśmy na podwórko.
-Tao, masz jakieś mięso?-szepnął Xiumin.
-Coś się chyba znajdzie-mruknął blondyn prowadząc nas w ciemności .
Nagle potknęłam się o jakiś kamień i padłam jak długa na ziemię.
Wszyscy skierowali wzrok w moją stronę, a ja wybuchłam głośnym śmiechem.
-Cii!-Tao przystawił palec do ust w uciszającym geście.
Widząc to zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej.
Ta...chyba i mi udzielił się wakacyjny, głupkowaty nastrój pozostałych.
-Wstawaj-Chen podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę.
Sam jednak poślizgnął się i upadł tuż obok mnie.
-Cholera-wydukał śmiejąc się-Czemu tu jest tak ślisko ?
-Wieczorem działa system nawadniający-Tao przewrócił oczami, co było ledwo widoczne w ciemności.
Dopiero teraz poczułam, że mam mokry cały tyłek i dłonie.
-Kurde...-syknęłam czym prędzej podnosząc się z mokrej trawy.
Chen zrobił to samo ,po czym ze zrezygnowaniem popatrzył na moje spodenki.
-Całe mokre prawda?
-Nawet bardziej niż mokre-stwierdził uszczypliwie.
Mój wzrok powędrował w stronę Tao.
Chłopak pokiwał głową, próbując ukryć rozbawienie.
Starałam się udać smutek, jednak mimo wszystko zaśmiałam się.
Otworzyłam usta, jednak zanim z zdążyłam coś powiedzieć chłopak odparł, jak by czytając mi w myślach.
-Tak, zaraz dam ci coś na przebranie.
-Dzięki-posłałam mu całusa i dorównałam mu kroku podskakując z nogi na nogę.
Jego działka zdawała się nie mieć końca, jednak udało nam się po omacku dojść do altany.
Chłopak szybko zapalił w niej światło, które delikatnie otuliło całą altankę.
Czym prędzej usiadłam na drewnianej ławce i potarłam zmarznięte ramiona.
-Chłopaki rozpalcie w kominku, a ja pójdę po jakieś jedzenie i coś na przebranie dla Sophie-zmierzył mnie niepewnym wzrokiem
-Chen też coś chcesz?
-Nie spoko, siedziałem na trawie krócej od niej-mimowolnie na jego twarzy pojawił się lekko szyderczy uśmiech.
Wytchnęłam mu język i gestem dłoni wskazałam, żeby pośpieszyli się z tym ogniskiem.
-Tam macie drewno, zapałki są na stole.
Chłopak odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem udał się w stronę domu,przestrzegając nas po raz kolejny byśmy zachowywali się cicho.
Chen i Xiumin w skupieniu więc zajęli się rozpalaniem ognia, a Luhan zajął miejsce na przeciw mnie. Oparł łokcie o blat ławy, która obecnie nas oddzielała i zmierzył mnie ciekawym wzrokiem.
-C-co?
-Nic-wzruszył ramionami-Tak patrzę...
Uniosłam brew  rzucając  my pytające spojrzenie.
Chłopak uśmiechnął się tajemniczo.
-A właśnie...jak tam z Nicole?-spytałam udając, że mnie to interesuje chociaż odrobinę.
-W porządku. Na razie wyjechała na wakacje, za kilka tygodni za to ja wyjeżdżam...
-Tak? Lecisz do Chin?
-Mhm-chłopak przytaknął-Odwiedzić babcię.
Usłyszałam głośny śmiech Chena.
Wraz z Luhanem zwróciliśmy wzrok w stronę dwójki chłopaków.
-N-nie mogę-Chen praktycznie już płakał ze śmiechu-Xiumin błagam przestań...
-Co jest?-spytałam rozbawiona reakcją szatyna.
-Bawi go to jak rozpalam ogień-mruknął obojętnie Xiumin patrząc litościwie na kolegę.
-Wygląda jak nadęta wiewióra gdy tak dmucha...-wydukał ledwo co łapiąc oddech.
Doczłapał się do ławki i usiadł obok mnie. Nie przestając się  śmiać, schował twarz w moich włosach, by chociaż spróbować się uspokoić.
Pokręciłam głową, sama zaczynając cicho chichotać.
-Gotowe-oznajmił Xiumin demonstracyjnie ocierając pot z czoła.
Dołączył do nas i zaczęliśmy rozmawiać. Oprócz Chena-on nadal się śmiał.
Po kilku minutach przyszedł też Tao, załadowany stertą koców i jedzenia.
Położysz wszystko na ławie i zaczął rozdzielać.
-Mam tylko 4 koce -mruknął wręczając każdemu okrycie.
-Mogę podzielić się z tobą-puknęłam chłopaka w ramię.
Ten kiwnął głową i podał mi niebieski koc.
-Dobra,tu jedzenie...a Sophie, masz-wręczył mi siwą bluzę.
-Ale...mam mokre spodenki, a nie bluzkę-mruknęłam beznamiętnie, mierząc go niepewnym wzrokiem.
-Wiem, ale no...nie mam żadnych spodenek pasujących na ciebie. Ta bluza jest wystarczająco długa...-Tao podrapał się nerwowo po karku.
Zmierzyłam go wrogim wzrokiem, jednak bez słowa wstałam i wzięłam ze sobą ową bluzę.
-Gdzie mam się przebrać ?
-Emm...tutaj?
Pozostali spojrzeli na mnie przekonywującym wzrokiem.
Odchyliłam głowę do tyłu z cichym jęknięciem-Banda niewyżytych zboczeńców.
-Daj spokój. Załóż bluzę na koszulkę, a potem ściągnij spodenki i po sprawie-powiedział Xiumin.
Przewróciłam oczami, jednak zrobiłam tak jak radził brunet.
Już po chwili stałam ...a raczej tonęłam w o wiele...wiele za dużej bluzie Tao, która sięgała mi prawie do kolan.
-Jeju...skąd ty to masz? Przecież to jest ogromne!-zwróciłam się do blondyna.
-Wiesz jestem trochę, wyższy od ciebie i inaczej w tym wyglądam-rzucił mi pobłażliwy uśmiech.
-Inaczej czyli lepiej-odchrząknął Chen odwracając głowę.
Pozostali nie mogli powstrzymać się od śmiechu.
Wzruszyłam ramionami i wskoczyłam pod ciepły kocyk, pod którym siedział już Tao.
Przybliżyłam się do chłopaka, by było mi cieplej i westchnęłam.
-Jestem zmęczona, a jednocześnie...taka podekscytowana.
-Mam tak samo. To przez wakacje-uśmiechnął się Chen rozpakowując kiełbaski.
"Wakacje"-na sam dźwięk tego słowa uśmiechnęłam się.
Jeszcze nie docierało do mnie,że wakacje już trwają .
Może dla tego, że miały wyglądać nieco inaczej...
Zapomniałabym!
Muszę napisać do mamy.
Szybko sięgnęłam po  telefon i wysłałam wiadomość do mamy, że nie wracam na noc.
Posiedziałam tak chwilę po czym poczułam, że po prostu odpływam.
Oparłam głowę o ramię Tao i przymknęłam oczy.
Poczułam wibracje telefonu.
Nie podnosząc głowy podniosłam telefon na wysokość oczu i odblokowałam go.
To pewnie moja rodzicielka,odpisała "OK", albo "Czemu mówisz mi tak późno?!", "Pogadamy w  domu "...
Spojrzałam na ekran i w momencie się rozbudziłam.
Moje usta lekko się rozchyliły ze zdziwienia.

 Od:Kris
Spotkajmy się jutro...wszyscy. Najlepiej wieczorem.
Przepraszam, wszystko wam wyjaśnię, obiecuję.



piątek, 19 września 2014

You Are Loved 5

It's ok to doubt...



Wraz z Krisem leżeliśmy na jego miękkiej, dwuosobowej kanapie.
Patrząc sobie w oczy i nie mówiąc ani słowa, na wzajem obdarowywaliśmy się czułymi uśmiechami.
Przeczesałam palcami jego ciemne włosy i westchnęłam.
-Dlaczego wszystko co dobre tak szybko się kończy?-podniosłam się do siadu i po raz kolejny już ogarnęłam wzrokiem jego pokój.
Tak dobrze mi znane zielone ściany, obdrapane biurko, stojąca w kącie gitara i piłka do koszykówki  przywodziły mi na myśl same dobre wspomnienia.
-Co masz na myśli?-brunet zajął miejsce obok mnie i złapał za rękę.
-Całe liceum. To jeden z lepszych okresów w naszym życiu, a te  chwile tak po prostu uciekają nam przez palce...
-To prawda-uśmiechnął się litościwie-Lata w liceum rzeczywiście mogę zaliczyć do najlepszych.
Ale spójrz na to tak...ile jeszcze nas czeka. To głupie liceum to nic w porównaniu do naszej przyszłości.
Uniosłam brew z pobłażliwym uśmiechem.
-Naszej?
-Naszej-chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek.
W tym samym momencie w drzwiach pokoju pojawiła się mała, ciemnowłosa dziewczynka.
Zamrugała brązowymi oczkami po czym skrzywiła się, wydając z  siebie odgłos obrzydzenia.
-Lily, mówiłem ci, że masz pukać-Kris zrezygnowany odchylił głowę do tyłu  z cichym jękiem.
-Daj spokój-walnęłam chłopaka w ramię-Chodź tu Lily.
Lily to młodsza siostra Krisa. Jest na prawdę uroczą ośmiolatką .
Gdy jesteśmy w domu chłopaka, często się z nią bawimy i wygłupiamy.
Kris na prawdę bardzo ją kocha, jest jego oczkiem w głowie.
Jednak dopiero niedawno chłopak powiedział mi, że Lily jest adoptowana...
-Jak po zakończeniu roku, co?-gestem dłoni wskazałam, aby dziewczynka usiadła na moich kolanach.
Bez większego oporu zrobiła to i odkręciła głowę w moją stronę.
-Dobrze-pokiwała głową z uznaniem-Ale chciałabym już iść do szkoły...
-Już? Lily dopiero zaczęły się wakacje-zaśmiałam się.
-W szkole jest fajniej niż w domu.
-Tym bardziej, jak braciszek z tobą siedzi, co?-Kris zmierzwił ciemne włosy dziewczynki.
Lily wytchnęła mu język po czym szarpnęła moją bluzkę z niemałym podekscytowaniem.
-Sophie! Wiesz, że będę miała pieska?
-Na prawdę? Jej to super ,marzyłaś o zwierzątku, prawda?
Dziewczynka kiwnęła głową z uśmiechem na twarzy.
-Lily, masz uczulenie na psią sierść...-mrukną Kris.
-Mama powiedziała,że kupi mi pieska z prawdziwymi włosami!-mała skrzyżowała znacząco ręce i rzuciła Krisowi triumfalne spojrzenie.
Ten tylko pokiwał głową z rezygnacją i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Daj spokój, psy są fajne-uśmiechnęłam się-Prawda Lily?
-Tak!
-Lily?-do pokoju zajrzała kobieta z długimi, kręconymi, brązowymi -włosami.
Miała szczupłą sylwetkę i duże, karmelowe oczy, takie jak Kris.
-Lily, nie przeszkadzaj im-uśmiechnęła się wyciągając rękę w stronę dziewczynki-Chodź, jedziemy do babci.
Mała posłała mi przepraszające spojrzenie i zeskoczyła z moich kolan.
Podleciała do kobiety i złapała jej dłoń.
-Macie już wszystko przygotowane-zwróciła się do Krisa-Pościel ubrana, jedzenie gotowe...tylko bądźcie grzeczni.
-Dobrze mamo-jęknął chłopak, po czym obdarował matkę uroczym uśmiechem.
-Damy radę, na prawdę.
-Ja ich przypilnuję-posłałam kobiecie szczery uśmiech.
Ta zaśmiała się i puściła mi oczko.
-Kiedy ma przyjść reszta?
-W zasadzie już powinni być-stwierdził Kris sprawdzając godzinę w telefonie-Jak zwykle się spóźniają...
-W takim razie,my już lecimy. Dom macie cały dla siebie...tylko bez głupot-powiedziała ostro jednak z uśmiechem-Bawcie się dobrze.
-Dziękujemy-powiedzieliśmy niemal w tym samym czasie.
Kobieta pomachała nam na pożegnanie po czym wyszła z domu.
Już po chwili usłyszeliśmy silnik samochodu zza okna.
-O jakie głupoty mogło jej chodzić?-spytał Kris sarkastycznie rzucając mnie na łóżko.
Zaśmiałam się i zarzuciłam ręce na ramiona chłopaka.
-Sama nie wiem...-zmarszczyłam czoło z udawanym zastanowieniem.
Kris złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
Przymknęłam oczy i odwzajemniłam go.
W pokoju było słychać tylko irytujące tykanie zegara i odgłosy naszych pocałunków.
Chłopak pochylił się nade mną jeszcze bardziej, a dłońmi wędrował po mojej talii.
Nagle z dołu zadzwonił telefon.
Oderwałam się od ust bruneta.
Ten popatrzył na mnie ze zdziwieniem i lekką irytacją.
-Odbierz-powiedziałam cicho.
-Daj spokój-Kris ponownie przywarł do moich warg.
Odkręciłam jednak głowę i spojrzałam na jego twarz .
-Może to coś ważnego?
Kris westchnął po czym leniwie podniósł się i wyszedł z pokoju, rzucając mi błagalne spojrzenie.
Podniosłam się do siadu i poprawiłam rozwichrzone włosy.
Odchrząknęłam i wstałam z kanapy.
Rozejrzałam się po pokoju i podeszłam do jednej z szafek.
Stały na niej przeróżne książki, niektóre pokryte warstwą kurzu, niektóre nie...
Stały też tam porcelanowe figurki, należące do kolekcji mamy Krisa.
Bardzo lubiła takie rzeczy, tym bardziej jeśli były to antyki.
Na półce wyżej stały komiksy i mangi.
Zaśmiałam się cicho.
Pamiętam jak Kris na początku liceum codziennie do szkoły przychodził z jakimś komiksem.
Czytał je na okrągło.
Dopiero od kiedy zaczęliśmy się spotykać, ograniczył trochę ich czytanie.
Wiem jednak, że sekretnie w domu Kris lubi sobie przejrzeć jakiś stary komiks. Jest ich prawdziwym fanem.
W szafce obok znajdowały się zapewne ubrania chłopaka.
Stwierdziłam, że nie będę taka ciekawska i nie będę do niej zaglądać.
Jeszcze dalej stało biurko, a na nim porozrzucane kartki i ołówki.
Przejrzałam kilka z nich.
Większość była pusta jednak na kilku widniały jakieś postacie.
Pewnie Kris próbował swoich sił jako rysownik.
Szkice była dość specyficzne, jednak miały swój urok.
Na mojej twarzy ponownie pojawił się uśmiech.
Gdy miałam już odłożyć kartki, zobaczyłam że na biurku spod sterty innych bloczków papieru wystawała jakaś teczka. Zmarszczyłam brwi i wzięłam ją do ręki.
Ostrożnie otworzyłam i zobaczyłam folijkę, a w niej  plik druków złączonych srebrnym spinaczem.
W folii znajdowała się też zielona karteczka samoprzylepna.
Była na niej napisana data i adres-"18 czerwca, 17:20".
Widniała też nieznana mi nazwa ulicy.
Chwila...18 czerwca? Tego dnia pomagałam Tao z nauką i tego dnia moja mama widziadła Krisa na mieście.
Wyjęłam kartki z teczki przejrzałam je.
Kilka razy prześledziłam wydrukowane wyrazy i otworzyłam usta ze zdziwienia.
To był kontrakt.
Kontrakt proponujący debiut w jednej z miejscowych wytwórni.
Solowy debiut.
Nagle do pokoju wszedł Kris.
-To Chen, powiedział, że się może chwilę spóźnić...c-co ty robisz?
Chłopak podszedł i wyrwał mi kontrakt z dłoni.
-Kris co to jest?
-To...no...-podrapał się nerwowo po karku.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Przecież to jest ogromna szansa dla ciebie! I...tylko ciebie-odwróciłam wzrok i oparłam się o biurko.
-J-ja nie chcę tam iść....znaczy no...chcę,ale ....-Kris westchnął-Sam nie wiem...
-Zostawisz tak nasz zespół?-spytałam zdezorientowana-Ale mówiłeś, że będziemy grać razem! Tyle ćwiczyliśmy...Kris bez ciebie ten zespół upadnie!
-Ale...ty wiesz, że to może jedyna taka szansa...-chłopak był wyraźnie zakłopotany-Ja chciałem ci powiedzieć, ale...
-Rozumiem, że to dla ciebie ważne, ale...co z zespołem. Tyle wysiłku ma pójść na marne?
-Nie wiem jak to rozegrać...miałem nadzieję, że mi pomożesz...
Na dole rozległy się krzyki i śmiechy, co oznaczało, że chłopcy już przyszli.
-Powiedz im.
-A-ale Sophie, ja...
-Powiedz im jak najszybciej! Kris nie możesz tego ukrywać, to dotyczy nas wszystkich!
-Sophie, nie chciałem, żebyś poczuła się urażona-podszedł do mnie o objął ramionami.
-Kris, masz im powiedzieć.Teraz.
Brunet westchnął i powolnym krokiem udał się na dół.
Złapałam się za głowę po czym poszłam za nim.

***
Wszyscy siedzieliśmy w milczeniu i biliśmy się z własnymi myślami.
Chłopcy  byli widocznie zdenerwowani.
-Czyli zostawiasz nasz zespół?-Xiumin  bardziej stwierdził niż spytał.
Odpowiedziała mu cisza.
-Stary, no kurcze! Weź się w garść! Przez cholerne dwa lata w każde popołudnie siedzieliśmy w tej głupiej piwnicy i ćwiczyliśmy. Chcesz o tym wszystkim tak po prostu zapomnieć?-syknął Chen.
Kris poprawił się w siedzeniu i oparł łokcie na kolanach.
-Posłuchajcie...ja rozumiem, że to dla was trudne. Nie powiedziałem, że odejdę...
-Ale nie odrzucisz takiego kontraktu-wrzasnął Luhan. Zacisnął zęby i walnął pięścią w stół. Był wściekły.
-Luhan, proszę....-starałam się go uspokoić.
-Jak do cholery mogę być spokojny?! Jedna głupia kartka może zaprzepaścić naszą pracę i przyjaźń, a ja mam z uśmiechem na twarzy przytakiwać?! Może jeszcze mu pogratulować?!
-Uspokój się-powiedział stanowczo Tao, ciągnąc szatyna za ramię.
-Posłuchajcie-zaczął niepewnie Kris-Muszę się nad tym wszystkim zastanowić. To może być dla mnie życiowa szansa. Myślałem, że jako moi przyjaciele to zrozumiecie...
-A my myśleliśmy, że nas nigdy nie zostawisz-mruknął zrezygnowany Chen.
-Jestem pewien, że każdy z was też by się wahał-Kris podniósł głos.
Był na prawdę zdenerwowany. Co chwila wzdychał i cały czas zaciskał pięści.
Już dawno nie widziałam go w takim stanie.
-W takim razie-Tao wstał z kanapy i zmierzył Krisa rozczarowanym wzrokiem-Chyba za mało nas znasz.
-Nie ma sensu tutaj siedzieć-oznajmił Luhan-Wychodzę. Idziecie ze mną?
Reszta kiwnęła głowami i również skierowali się w stronę wyjścia.
Tylko ja, Kris i Tao zostaliśmy w salonie.
-Sophie,idziesz?
Spojrzałam zdezorientowana na blondyna, a zaraz potem na Krisa.
-Jeśli chcesz to idź-powiedział brunet z wymuszonym uśmiechem.
Ponownie przerzuciłam wzrok na Tao.
Gestem ręki wskazał żebym poszła z nim.
-Nie...zostanę-mruknęłam niepewnie.
-Jak chcesz-Tao wzruszył ramionami.
Włożył ręce do kieszeni i powędrował w stronę wyjścia.
-Na razie-rzucił po czym zniknął za drzwiami.
Kris zrezygnowany opadł na kanapę i schował twarz w dłoniach,
Westchnęłam głęboko i zajęłam miejsce obok niego.
-I co ja mam teraz niby zrobić?
-Kris...-pogładziłam go czule po głowie.
Chłopak spojrzał na mnie wyczekująco.
Był załamany. Z trudem powstrzymywał łzy.
Nie mogłam się już na niego złościć.
Mimo tego, że podświadomie nie chciałam, żeby zgodził się na ten głupi kontrakt to na pierwszym planie stawiałam jego szczęście. Nasze wspólne szczęście.
-Nie wiem-powiedziałam cicho-Nie mam pojęcia co masz zrobić. Za nic nie chciałbym się znaleźć w twojej sytuacji.
Chłopak parsknął cicho, jednak w jego głosie nie było ani nuty rozbawienia.-Dzięki...
-Kris, ale chcę żebyś wiedział-ujęłam jego twarz i skierowałam w swoją stronę-Może i nie jestem zadowolona z tego, że nadal się wahasz. Dla mnie najlepiej by było, żebyś wyrzucił ten kontrakt i żebyśmy wszyscy o tym zapomnieli. Ale...to ogromna szansa dla ciebie. Kris kocham cię i wiedz, że cokolwiek zrobisz ja to szanuję i będę się cieszyć lub płakać razem z tobą.
Na twarzy chłopaka zawitała wyraźna ulga.
Oparł czoło na moim i uśmiechnął się delikatnie.
Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Dziękuję Sophie.
-No już-zaśmiałam się cicho i pogładziłam chłopaka po
 policzku-Chodź, obejrzymy jakiś film.

***
Wszyscy razem siedzieliśmy w naszej ulubionej knajpie i zajadaliśmy się pizzą.
No...prawie wszyscy.
Kris od kilku dni nie dał znaku życia.
Nie mogę się do niego dodzwonić, a za każdym razem jak byłam w jego domu, jego mama odsyłała mnie, mówiąc, że chłopaka nie ma.
Bezcelowo gapiłam się w ekran telefonu, z nadzieją, że Kris może się odezwie.
Oczywiście nic takiego się nie stało.
Na prawdę, zaczynam się już martwić...
-Sophie, w porządku?-szturchnął mnie ramieniem Chen.
-C-co?-spytałam zdezorientowana-A..tak, tak-wymusiłam uśmiech.
-Może pójdziemy dziś do kina?-zaproponował Xiumin z pełnymi ustami.
-Znowu?-westchnął Luhan-W kinie byliśmy dwa dni temu.
-To co? Dziś jest premiera nowego horroru.
-Horror? Mów dalej-zaśmiałam się.
-Pójdziemy za tydzień-zarządził Chen-Za dużo popcornu jak na  5 dni...
Nagle usłyszeliśmy dzwonek telefonu Tao.
Wszyscy spojrzeliśmy w jego stronę.
Chłopak jednak chyba nie zorientował się co się dzieję i rzucił nam zdziwione spojrzenie.
-C-co?Mam coś na twarzy?
-Telefon ci dzwoni-mruknął  Luhan.
Tao potrząsnął głową ze zdezorientowaniem po czym sięgnął do kieszeni.
-To mój ojczym...zaraz wracam-powiedział odchodząc od stołu.
-Tao ma znowu nowy telefon?-spytał ściszonym głosem Chen.
-Na to wygląda.
-Kurde zazdroszczę mu-westchnął Xiumim-Mieć co miesiąc nowy telefon...
-I tylko piątkę  znajomych-parsknął Luhan.
-Przestańcie!-walnęłam rękami w blat stołu-To wasze gadanie jest obrzydliwe.
-Dobra,dobra. Chyba tylko żartujemy, nie?-starał się usprawiedliwić Luhan.
-Ale kurczę, to prawda! Tao oprócz nas nie ma żadnych znajomych.
-Wiecie, że to co mówicie jest mega przykre? Jak by to usłyszał, to serce by mu pękło.
-Sophie ma racje-przytaknął Xiumin-Nie powinnyśmy go obgadywać, to nasz przyjaciel.
Chen i Luhan spuścili głowy.
-Dobra, ogarniamy-mruknął Chen i nałożył na swój talerz kolejny kawałek pizzy.
-Dzięki Junsu, jesteś najlepszy-powiedział Tao podchodząc do stolika-Jasne. Do zobaczenia.
Rozłączył się i z popatrzył na nas z satysfakcją.
-Coś się stało?-spytał zdziwiony Chen.
-Dobre wieści-Tao zajął swoje miejsce-Mam bilety na koncert Year of Rock.
-CO?!-wrzasnął Luahn wstając z wrażenie-Tych Year of Rock?!
-Mhm-przytaknął blondyn-Bilety dla nas wszystkich. Mój ojczym przyjaźni się z ich menadżerem. Załatwił nam też wejście za kulisy.
-Jeju Tao, jesteś kochany-przytuliłam chłopaka.
-Przecież to nasi idole-westchnął rozmarzony Xiumin.
-Koncert już w przyszły czwartek.Wszyscy będziecie mieli czas?
-No pewnie. Kurczę dzięki Tao-Luhan przybił chłopakowi piątkę.
-Dla Krisa też masz bilet?-spytałam nie unosząc wzroku znad ekranu telefonu.
Mimo tego czułam te wszystkie spojrzenia, które właśnie kierowały się w moją stronę.
Rozmowy ucichły a zastąpiła je głucha cisza.
Ukradkiem spojrzałam na chłopaków: Xiumin odwrócił wzrok, Chen i Luhan patrzyli na mnie z niedowierzaniem, a Tao spuścił głowę.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza,którą przerwało odchrząknięcie blondyna.
-No pewnie. I dla Krisa znajdzie się bilet-posłał mi lekko wymuszony uśmiech.
Odwzajemniłam gest z wdzięcznością w oczach.
Reszta chłopaków nie odezwała się na ten temat ani słowem.
Wrócili do swoich rozmów i to w sumie chyba dobrze.
Nie chciałam znowu z nimi rozmawiać o kontrakcie Krisa.
Ponownie spojrzałam na ekran telefonu.
Znowu nic...
-Sophie-zaczął Chen-Idziemy wieczorem do klubu. Idziesz z nami?
-Do klubu?
-Mhm...-przytaknął chłopak-Zabawimy się trochę!
-Ja chcę iść-powiedział podekscytowany Xiumin.
-Spoko-Chen przerzucił wzrok na Tao-A ty?
-Nie...chyba dziś odpuszczę.
-No dawaj, będzie fajnie-szturchnął go Xiumin.
-Nie mam ochoty, sorry.
-Sophie?
-Ja chyba też odpadam. Mama by mnie zabiła jak bym nocami włóczyła się po klubach...
-Czego mama nie wie to ją nie boli-powiedział ściszonym głosem Luhan, obejmując mnie ramieniem.
Pokiwałam przecząco głową i strząchnęłam rękę chłopaka.
-Nie, dzięki za zaproszenie, ale nie.
-Jak chcesz-Chen wzruszył ramionami-Dobra, ja już lecę.
-Ja chyba też-oznajmił Luhan wstając.
-Czekajcie idę z wami-Xiumin pomachał nam na pożegnanie i wyszedł wraz z pozostałą dwójką.
Rzuciłam pytające spojrzenie w stronę Tao.
Chłopak jednak nie odezwał się ani słowem, grzebiąc widelcem w swoim talerzu.
-Wszystko gra?
-Tak-Tao spojrzał na mnie zdezorientowany-Tylko...
-Ciebie też tak męczy ta sprawa z Krisem?
-Dokładnie-blondyn westchnął-Jestem na niego wkurzony...
-Dlaczego?  No kurczę,Tao! Ty byś nie odrzucił takiego kontraktu...
-Uwierz mi-chłopak złapał delikatnie mój nadgarstek-Odrzuciłbym. Jeśli tylko ty....jeśli reszta zespołu by tego chciała, nie wahałbym się.
-Tylko tak mówisz...
-Nie Sophie-chłopak spojrzał mi w oczy-Ja mam tylko was. Ten zespół to całe moje życie.
Spuściłam wzrok i zacisnęłam wargi.
Tao zawsze stawiał przyjaźń na pierwszym miejscu.
Mimo tego, że mógł mieć wszystko, że niczego mu nie brakowało. Dla niego od zawsze najważniejsze były osoby, nie rzeczy.
-Zobacz, minęło zaledwie kilka dni, a on już o nas zapomniał.
-Nie mów tak!
-Odezwał się do ciebie? Do mnie nie, chociaż to podobno mój najlepszy przyjaciel.
Odwróciłam głowę.
Tao ma rację, ale...to jest zbyt przykre, żeby to powiedzieć.
A on  to mówi z taką łatwością.
-Sophie, przejrzyj na oczy. Jeśli on podpisze ten kontrakt, to stracimy naszego Krisa.

                                                                                     Karmelove