piątek, 21 listopada 2014

You are loved 13

It's okay to lie sometimes...


-Odchodzę z zespołu.
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Sophie, co ty gadasz?-zaśmiał się nerwowo Xiumin.
-Nie bądź głupia. Długo pracowaliśmy na to żeby tu być, a ty chcesz się poddać?!-głos Luhana brzmiał co najmniej strasznie.
Spuściłam głowę starając się nie brać do serca słów chłopaków.
Nie chciałam tego.
Nie chcę ich zostawiać.
Przeszłam już wiele, więc teraz mogło by być tylko lepiej.
Mogłabym nawet wytrzymać towarzystwo Krisa...ba!
Byłabym w stanie mu wybaczyć i może spróbować się zaprzyajźnić.
Myślę, że chłopcy też by mogli. Nawet Tao...
Jednak oni o tym nie wiedzą. Nie wiedzą, że jestem do tego zdolna.
To ułatwia mi całą sprawę.
 Nie mogę tu zostać.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę i spojrzałam przeciągle na Krisa. Zauważyli to.
Połknęli haczyk.
-Rozumiemy, że jest ci trudno-zaczął Chen -Ale...
-Nie Chen-zaczęłam, gdy zobaczyłam jego niepewności-Nie masz pojęcia co czuję. Ale...nie obwiniajcie o to Krisa. To moja decyzja.
-Ale podjęłaś ją z jego powodu-syknął Luhan.
-Przestań!-krzyknęłam podchodząc do niego-Nie widzisz tego? Przeze mnie się kłócicie. Gdyby mnie tu nie było, już dawno byście się pogodzili...
-Nie kłam Sophie-Tao złapał mnie za nadgarstek i szarpnął w swoją stronę.
Z moich ust wydobyło się ciche jęknięcie bólu.
-Myślisz, że to dotyczy tylko ciebie?
-Tak, tak właśnie myślę-syknęłam przez zęby,mierząc go wrogim wzrokiem.
-W takim razie się mylisz-blondyn spojrzał przelotnie na Krisa, który w milczeniu przyglądał się tej całej sytuacji-Zawiódł nas wszystkich. Miałem go za przyjaciela, kazałem mu się tobą opiekować, bo myślałem, że zrobi to lepiej ode mnie. A on?Sprawił, że musiałem oglądać twoje łzy!
-Przestań robić z niego potwora, Tao-wyszeptałam-Każdy ma prawo popełniać błędy i nikt nie ma prawa tego osądzać...
Łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach.
Otarłam je ukradkiem i wyślizgnęłam z uścisku chłopaka.
-To ostateczna decyzja. Nie zmienię jej.
-W takim razie, my też rezygnujemy-powiedział pewnie Xiumin.
-Nie, nie możecie. Jeśli to zrobicie znienawidzę was!
Sama byłam zaskoczona słowami, które wydobyły się z moich ust.
-Daj spokój-warknął Luhan.
-Mówię prawdę. Jeśli odejdziecie,przestanę się do was odzywać. Wiecie, że jestem do tego zdolna.
-To szantaż-powiedział zdenerwowany Chen.
Wzruszyłam ramionami.
Przez chwilę panowała grobowa cisza, przerywana nerwowymi oddechami chłopaków.
-To moja i tylko moja decyzja. Dla mnie nie ma tu przyszłości, ale dla was tak. Postarajcie się...jeśli nie dla siebie, to dla mnie.
-Dlaczego nam to robisz?-spytał Tao.
W jego oczach zagościła bezradnośc i pustka.
Był wściekły, ale nie mógł nic zrobić.
-Robię to dla was-uśmiechnęłam się słabo-Tak będzie lepiej.
Objęłam chłopaka ramionami i przytuliłam go.
Gładziłam uspokajająco jego plecy z nadzieją, że chłopacy dadzą już spokój.
-Proszę, uszanujcie moją decyzję-po chwili odsunęłam się od blondyna-Obiecuję, że jak odejdę, to nadal będziemy się przyjaźnić. Będzie jak dawniej...
-Sophie, przemyśl to jeszcze-Kris odezwał się niespodziewane.
Pokręciłam przecząco głową z uśmiechem na ustach.
-Podjęłam już decyzję.Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.
Po tych słowach oznajmiłam,że muszę już iść.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia.
Czym prędzej udałam się do wyjścia z wytwórni.
Czułam się okropnie z tym, że musiałam ich okłamać.
Ale nie miałam innego wyjścia.W przeciwnym wypadku nie zgodzili by się na to.
Zrobiłam to dla nich.
Ich dobro jest dla mnie na pierwszym miejscu.
Włożyłam ręce do kieszeni bluzy, gdy znalazłam się już na zewnątrz.
Pogoda była wspaniała, w przeciwieństwie do mojego samopoczucia.
Nie przeszkadzało mi to, że przy 30 stopniach nosiłam grubą, szarą bluzę.
Szczerze, to nawet nie zwróciłam na to uwagi.
Mimo ciepła, ja cały czas drżałam.
Nie umiem i nie lubię kłamać.
Mam dużo szczęścia, że nie zorientowali się, że to co mówię nie jest prawdą.
Wlepiłam wzrok w ziemię i już chciałam zejść po schodach zatrzymało mnie czyjeś wołanie.
-Powiedziałaś im?-JiHee podeszła do mnie i skrzyżowała ramiona.
-Tak-jęknęłam cicho, spuszczając głowę.
-I?-spojrzała na mnie z irytacją.
-I nic. Zrozumieli...nie mieli wyjścia.
Kobieta uśmiechnęła się triumfalnie i kiwnęła głową.
-Życzę sobie żebyś nie poruszała z nimi tego tematu. Ah...-sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła z niej granatową teczkę-Tu twoja rezygnacja. Wystarczy, że podpiszesz-wręczyła mi długopis do ręki.
Spojrzałam niepewnie na kobietę, po czym wzięłam długopis.
Podłożyłam teczkę pod kartkę i powoli zaczęłam kreślić na niej swoje imię.
JiHee obserwowała to z cierpliwością o jaką jej nie podejrzewałam.
Gdy skończyłam swój podpis kobieta dosłownie wyrwała mi kartkę z rąk, patrząc na nią z niewyobrażalną satysfakcją.
-Powodzenia -uśmiechnęła się z arogancja i weszła do środka.

DWA DNI WCZEŚNIEJ

-Chanyeol!-wrzasnęłam zbiegając ze schodów.
-Oppa!Oo..-zająkałam się gdy dosłownie wpadłam na chłopaka w kuchni-Widziałeś może mój telefon?
Brunet uniósł brew, po czym sprzedał mi pstryczka w czoło.
-"Oppa ,u mnie w pokoju zepsuło się gniazdko. Podłączę ładowarkę u ciebie"-imitował mój głos z przesadną gestykulacją.
Uśmiechnęłam się pobłażliwie i posłałam mu buziaka.
Odwróciłam się na pięcie i wbiegłam z powrotem po schodach.
Tym razem natknęłam się Baekhyuna.
-Baekhyun Oppa?Co ty tu robisz?-spytałam zdziwiona.
Chłopak uśmiechnął się słodko i pogłaskał mnie po głowie.
-Wróciłem razem z twoim bratem i Kai'em z treningu...
-Oppa też tańczy?-jego słodkość udzieliła się i mojej osobie.
-Mhm...chłopacy mnie w to wciągnęli-zaśmiał się ,pokazując swoje białe zęby.
Odwzajemniłam uśmiech i kiwnęłam głową.
Wyminęłam chłopaka i nacisnęłam klamkę do pokoju Chanyeola.
-Sophie, czekaj!
Zanim zdążyłam dosłyszeć wołanie Baekhyuna, byłam już w środku.
Jak się okazało, nie sama.
Ujrzałam stojącego tyłem Kai'a, który na dźwięk otwieranych drzwi odwrócił się i uśmiechnął.
Kai'a bez koszulki.
Otworzyłam oczy szerzej i szybko odwróciłam.
-Oppa, przepraszam-jęknęłam czując jak zdradziecki rumieniec maluje się na mojej twarzy.
Chłopak zaśmiał się i założył brakującą część garderoby, jaką była granatowa, luźna bokserka.
-Nie wiedziałam, że tu jesteś-mruknęłam, gdy chłopak podszedł do mnie i przytulił na przywitanie.
-Przecież nic się nie stało-zaśmiał się patrząc na mnie 
pobłażliwie-Oprócz tego, że twoje policzki zmieniły kolor...
Zaśmiałam się nerwowo i spuściłam głowę.
Ominęłam chłopaka i zaczęłam szukać swojego telefonu.
-Wszystko w porządku?
-Tak, dziękuję...
-Może tego szukasz?-odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na Kai'a, wymachującego moim telefonem.
-Skąd go masz?-uniosłam brew.
-Zaczął dzwonić kiedy się przebierałem, więc chciałem ci go oddać. Proszę-podał mi komórkę z tajemniczym uśmiechem.
Wydukałam podziękowania i wzięłam telefon on blondyna.
4 nieodebrane połączenia.
Kto to mógł być?
Tao?
Weszłam w historię połączeń i zobaczyłam, że był to numer nieznany.
Wyłapałam ciekawskie spojrzenie Kai'a , więc spojrzałam na niego przepraszająco i wyszłam z pokoju.
Zadzwoniłam pod owy numer i przyłożyłam komórkę do ucha.
-Halo?
-Dlaczego nie odbierasz telefonu?!
-Pani JiHee?
-To pilna sprawa. Musimy spotkać się jak najszybciej.
-Oh...rozumiem. Zaraz będę w wytwórni...
-Nie-przerwała mi-Nie tam. Zaraz wyślę ci adres, masz się tam stawić jak najszybciej.


Jak się okazało, wysłany przez JiHee adres należał do pobliskiego baru sushi.
Gdy tylko weszłam do środka, zostałam skierowana przez kelnera do ostatniego stolika.
Chwilę poczekałam, aż w końcu JiHee się pojawiła.
Jak zwykle wyglądała elegancko w spiętych włosach, luźnej sukience przed kolana i czarnych kujonkach na nosie.
Bez słowa usiadła na przeciw mnie, patrząc jednocześnie na kelnera, który w tym samym momencie podszedł do naszego stolika.
-Co mogę podać?
-To co zawsze-mruknęła brunetka odsyłając mężczyznę.
-O czym chciała pani ze mną rozmawiać?-spytałam niepewnie.
Kobieta westchnęła,zdjęła okulary i oparła łokcie na blacie.
-Myślę, że powinnaś opuścić zespół.
Zamrugałam szybko powiekami patrząc na kobietę z nie dowierzaniem.
-Słucham?
-Nie widzisz, że wszystko im psujesz?
To było jak uderzenie prosto w twarz.
Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego.
Nie tak okrutnej prawdy.
-Z twojej winy się kłócą, nie mogą się dogadać. To wszystko źle wpływa na ich pracę.
Jeżeli nawet zadebiutowalibyście razem, prędzej czy później zespół by się rozpadł i to z twojego powodu. Nie bądź egoistką i daj im szansę-z jej ust zabrzmiało to wręcz oskarżycielsko.
Nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa.
Biłam się z własnymi myślami.
JiHee może ma rację? Może chłopacy też tak myślą, tylko nie mówią tego na głos?
-Dobrze-powiedziałam łamiącym się głosem-Odejdę...
-Ale jest jeszcze jeden problem-zaczęła mierząc mnie badawczym wzrokiem-Nie mogą się dowiedzieć, że odchodzisz na moją prośbę. Wtedy na pewno by się zbuntowali i również odeszli, zaprzepaszczając swoją szansę na sławę. Musisz im dać do zrozumienia, że to twoja decyzja.
-Ale ...jak?Dobrze wiedzą,że ten debiut to szczyt moich marzeń.
-Możesz powiedzieć, że to przez Krisa-wzruszyła ramionami-że nie możesz dłużej znieść jego obecności i tak dalej...
-I myśli pani, że wtedy się nie będą kłócić?!-umilkłam gdy podszedł do nas kelner z zamówieniem.
Spojrzał na nas ukradkiem po czym odszedł.
-Nie wiem,musisz coś wymyśleć. Sama musisz teraz to naprawić.
-Ja...ja muszę już iść-oznajmiłam zakładając swój plecak na ramiona .
-W porządku-powiedziała zajadając się swoim sushi-Ale zrób to jak najprędzej!-krzyknęła za mną.
Nie zareagowałam na jej słowa.
Wyszłam z restauracji i skierowałam się w stronę domu.
Zrobiło się już ciemno i chłodno, a ja byłam w spodenkach i zwiewnej bluzce na ramiączka.
Przeszedł mnie dreszcz,więc przyśpieszyłam kroku.
Przez całą drogę rozmyślałam nad swoją decyzją.
Jeszcze nie wszystko stracone...
Mogę się jeszcze rozmyślić, ale...czy jest sens?
Nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia.
Usłyszałam czyjeś kroki za sobą.
Z sekundy na sekundę były coraz głośniejsze.
Nie miałam odwagi się odwrócić ,więc jeszcze bardziej przyśpieszyłam.
Serce zaczęło mi walić jak oszalałe ,a oddech stał się szybki i nie opanowany.
Gdy nieznajomy był tuż za mną chciałam zacząć biec,ten jednak złapał mnie za ramię.
Nie odwróciłam się w stronę tej osoby,dopóki nie zorientowałam się ,że to Kris.
Popatrzyłam na niego z ulgą ,a jednocześnie oskarżycielsko.
-Kris...przestraszyłeś mnie-wyszeptałam łapiąc się za głowę.
-Spokojnie-uśmiechnął się pobłażliwie-Co tu robisz?Sama,o tej porze?
-Ja..wracam ze spotkanie-odwróciłam wzrok.
-JiHee już ci powiedziała?-westchnął zrezygnowany.
-S-skąd wiesz?-spytałam zdezorientowana.
-Podsłuchałem jej rozmowę z producentem...Moim zdaniem to co ona robi ,to zwykłe świństwo...
-Nie Kris-przerwałam mu-Ona...ona ma rację-spuściłam głowę.
-Nie Sophie.Ty nic złego nie zrobiłaś.Jedyną osobą ,która jest winna jestem ja.Nie mogę ci niczego narzucać,to twoja decyzja i ją uszanuję,ale...wybierz mądrze,dobrze?-złapał mnie za rękę.
Spojrzałam na nasze splecione dłonie i poczułam ukłucie w sercu.
-Przepraszam Sophie.Tęsknię za tobą...Ja nie mam prawa od ciebie nic oczekiwać i nie chcę cię już więcej ranić.
-Kris,proszę.Spróbujmy jako przyjaciele.Będzie trudno...wiem to,ale nie chcę cię skreślić z mojego życia.
-Jeśli tylko chcesz-uśmiechnął się-Ale zanim na dobre zapomnimy o tym co nasz łączył , ja....mógłbym?
Kiwnęłam nieśmiało głową.
Na twarzy chłopaka przemknął uśmiech.
Ujął moją twarz i musnął delikatnie moje usta,by już po chwil pogłębić pocałunek.
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
Kris starł ją opuszkiem palca odrywając się powoli od moich ust.
-Jesteś dzielna Sophie-szepnął-Chciałbym byś znalazła kogoś ,kto będzie mógł doświadczyć tak cudownej miłości jak ja.Tylko żeby ten ktoś to docenił...-oparł czoło na moim.
-To koniec.
-Nie Sophie-spojrzał na zawieszkę od bransoletki,którą podarował mi na nasza drugą rocznicę.
Uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy.
-To dopiero początek.

2 komentarze:

  1. Ale, że to miał być przedostatni rozdział? o.O
    Zastanawiam się jak to rozwiążesz w jednym rozdziale..
    czekam na niego :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah tak xd przepraszam jeśli nie jasno napisałam >-<
      Jeszcze jeden ,ostatni rozdział przed nami!

      Usuń